środa, 28 października 2015

Rozdział 17. Zgadzam się na wszystko.

- Emi...
- Hm? - uniosłam głowę, patrząc w jego błyszczące oczy. Niall nagle mnie pocałował. Ujął moją twarz w dłonie, kciukami delikatnie gładząc kości policzkowe. Z zaskoczenia otworzyłam usta, co wykorzystał i wsunął we mnie język. Przez chwilę nie wiedziałam co się dzieje. Dopiero jak Niall mocniej na mnie naparł, odwzajemniłam pocałunek. Wbiłam mu paznokcie w szyję, przyciągając go bliżej siebie. Nie próbowałam dominować, to on miał pełną kontrolę. Skończył pocałunek, zdecydowanie za szybko i  przygryzł moją dolną wargę. Opadł na plecy, zakładając ręce za głowę i zamykając oczy. Wstałam i się ubrałam, rzucając w niego bokserkami. Niall Horan leży nago na moim łóżku, a w pokoju obok jest mój kuzyn, który go zabije, jak się dowie. Zajebiście. Blondyn natomiast w ogóle się tym nie przejął i, mimo bielizny na torsie, nie zareagował. - Ubierz się. - powiedziałam bez emocji, z powrotem siadając na łóżku.
- Po co? - zapytał, nadal nie zmieniając pozycji. - Najpierw mnie rozebrałaś, a teraz co?
- Wielu już rozbierałam. -  otworzył oczy, powoli siadając. Wbił we mnie wzrok, jakby chciał mnie skarcić.
- Przestań pieprzyć się z każdym kogo spotkasz. - wysyczał przez zęby i zaczął zakładać bokserki.
- A ty możesz? - zapytałam oburzona, wstając z łóżka. Nie będzie mi prawił kazań. Chłopak założył spodnie i koszulkę i stanął przede mną.
- Ale ty jesteś dziewczyną. - mówił powoli, patrząc mi prosto w oczy. Był... wkurzony? Już sama nie wiem.
- O ile się nie mylę, to żyjemy w wolnym kraju.
- Teoretycznie. - złapał mnie za biodra i przyciągnął do siebie. - Obiecaj mi coś, a powiem, o co pobiłem się z Bruno. - z jednej strony bałam się tej obietnicy, a z drugiej cholernie chciałam się dowiedzieć, o co się pobili. - Więc? - wyszeptał, ściskając moje pośladki.
- Dobrze. - przytaknęłam. Moja lewa ręka błyskawicznie znalazła się na jego przyjacielu, lekko go ściskając. Niall syknął, prostując się. Prawą ręką złapałam go za szyję, przyciągając bliżej. - Ale odpowiesz mi na dwa pytania. - wyszeptałam mu do ucha, drażniąc jego płatek i ponownie ściskając penisa. Chłopak przytaknął, a ja poczułam jak jego członek twardnieje. Postanowiłam jeszcze bardziej wykorzystać tę sytuację. - I pozwolisz mi zrobić sobie malinkę. - po prostu chciałam to zrobić. No i wiedziałam, że później na pewno by ją ukrywał, bo uznaje to za znak słabości. Sunęłam językiem po jego obojczyku, czekając na odpowiedź. Delikatnie ale stanowczo ugniatałam jego penisa, przez co zaczął szybko oddychać. Ściągnął jedną rękę z mojego tyłka i zmusił mnie do spojrzenia sobie w oczy.
- A zajmiesz się nim? - wysyczał przez zaciśnięte zęby. Widzieć go w takim stanie... Bezcenne.
- Nie usłyszałam odpowiedzi. - powiedziałam z cynicznym uśmieszkiem i mocniej ścisnęłam jego przyjaciela. Syknął, odchylając głowę do tyłu. Powtórzyłam to jeszcze raz, sunąc językiem po jego szyi.
- Okej. Zgadzam się na wszystko. - mówił, dysząc. Zwinnie odpięłam jego spodnie i opuściłam je w dół razem z bokserkami. Od razu wzięłam jego penisa do buzi i wprawiłam w ruch swój język. Ruszałam się na tyle szybko, aby Niall miał problemy z powstrzymywaniem jęków. Spojrzałam w górę i zobaczyłam, jak przygryza swoją rękę. Cicho się zaśmiałam i wróciłam do poprzedniej czynności. Po dłuższej chwili doszedł, spuszczając się we mnie.
Gdy się ubierał, jego telefon zawibrował. Przeczytał wiadomość i zaczął wkładać buty.
- Obiecaj mi, że przez tydzień nie będziesz się z nikim pieprzyć. - powiedział stanowczo, patrząc mi prosto w oczy. Kurwa, on nie mógł mi tego zrobić. Wszystko, tylko nie to. Nie wytrzymam, dobrze o tym wiem. I on też o tym wie... Kretyn! - W zamian za dwa pytania i malinkę. - dodał po chwili, uśmiechając się cynicznie. - No dalej... - mruknął, a we mnie coś pękło.
- Obiecuję... - szepnęłam, karcąc się w myślach. *Nie wytrzymasz debilko!*
- Widzimy się u mnie o 23:00. - powiedział, przeczesując ręką włosy. - Wypieprzę te Twoje pełne usteczka. - Dodał po chwili i całując mnie delikatnie w skroń wyszedł z pokoju. *Oby tylko nikt go nie zobaczył* 
Opadłam zrezygnowana na łóżko, myśląc o tym, jak wytrzymać tydzień bez pieprzenia się. Znając Nialla minety i palcówki pewnie też są zabronione. Warto tak się poświęcać dla dwóch głupich pytań? Mam nadzieję, że tak.
Moja relacja z Niallem jest zajebiście dziwna...
Zaczęło padać, więc chcąc nie chcąc musiałam zostać w domu. Miałam do wyboru oglądać z ciocią jakieś programy modowe, oglądać z Lukiem mecz, którego kompletnie nie ogarniałam albo siedzieć w pokoju i czytać książkę. Wybrałam trzecią opcję, wiedząc, że dzięki temu czas upłynie o wiele szybciej. Wcześniej jeszcze zjadłam coś, co miało być obiadem.
Czas mijał, już nawet nie wiedziałam która jest godzina. Deszcz powoli ustawał, jednak nadal było pochmurnie.
"Kiedy o sobie zapomniałam, odnalazłam samą siebie." 
Cytat ten został mi w pamięci jeszcze przez dłuższy czas. Kończąc książkę nadal myślałam nad jego sensem. Leżałam na łóżku, ślepo patrząc w sufit. Z rozmyślań wyrwał mnie esemes. 
"Masz 30 minut" - spojrzałam na zegarek, rzeczywiście! Jak poparzona wstałam i podreptałam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, związałam włosy i ściągnęłam kilka kolczyków. Ubrałam leginsy, bo mój tyłek je kocha, oraz sweter. Cicho podeszłam do drzwi od pokoju kuzyna, powoli naciskając klamkę. Zaglądnęłam do środka i o dziwo nikogo tam nie było. Wzięłam swój telefon i zeszłam na dół. Ciocia z wujkiem już spali, a po Luku ani śladu. *Chociaż nikt nie będzie zadawał zbędnych pytań.* Ubrałam pierwsze lepsze buty i wyszłam z domu. Przeklinałam fakt, że nie wzięłam jeszcze jakiejś bluzy czy kurtki. Było strasznie zimno. Szybkim krokiem dotarłam do Nialla, który już czekał na mnie w progu. Bez słowa złapał mnie za nadgarstek i zaprowadził do swojego pokoju.
Zaraz po zamknięciu drzwi przyparł mnie do nich, patrząc mi prosto w oczy.
- Wiem, że nie powinienem, ale... Muszę. - chciał mnie pocałować, ale się odsunęłam i cmoknął mnie w policzek. Zdezorientowany lekko się odsunął, a ja bez słowa odeszłam i usiadłam na łóżku. - Dlaczego...?
- "Po co całować się z kimś, kogo się nie kocha?"


poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Rozdział 16. Shhh. Ktoś usłyszy.

- Dlaczego dzisiaj w nocy nie chciałaś wracać do domu? - zapytał, nie spuszczając ze mnie wzroku. Zmarszczyłam brwi, nie pamiętając tego momentu.
- O czym ty mówisz? - spojrzałam na chłopaka pytająco. Miałam nadzieję, że nie odstawiłam w nocy czegoś jeszcze. - Niall, większości nie pamiętam. - przyznałam, chowając twarz w dłoniach. W odpowiedzi usłyszałam śmiech.
- Na prawdę nie chcę wiedzieć ile wypiłaś.
- To teraz moje pytanie. - ponownie spojrzałam na blondyna. Ten tylko pokręcił przecząco głową. - To nie fair!
- Ty na moje nie odpowiedziałaś, więc ja na twoje nie muszę. - powiedział, wstając i poprawiając spodnie.
- Może dlatego, że nic nie pamiętam?
-
Jak biłem się z Bruno to też byłem pijany. Nie pamiętam co było powodem. - odpowiedział ze zwycięskim uśmieszkiem i pobiegł w głąb parku, zostawiając mnie samą na ławce. Co za dupek!
- Niall! - krzyknęłam i pobiegłam za nim. - Kretyn. - syknęłam, gdy go dogoniłam. Zaśmiał się krótko.
Biegaliśmy jeszcze około pół godziny, po czym odstawił mnie pod dom.
- Przysięgam. - zaczął, normując oddech. - Jeśli znowu znajdę cię w klubie to nie ręczę za siebie. - powiedział poważnie, a następnie poklepał mnie po ramieniu i odbiegł, zanim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć. Nie wiedziałam czy w ogóle powinnam coś mówić w tym momencie. Za kogo on się uważa?
- Pieprzony Anioł Stróż... - syknęłam pod nosem, otwierając drzwi. W kuchni przywitał mnie szerokim uśmiechem wujek.
- Zmęczona? - zapytał, podsuwając mi pod nos butelkę wody. Od razu wzięłam kilka dużych łyków. - Nie ma za co. - zaśmiał się, widząc moją reakcję. Usiadłam na krześle naprzeciwko niego, czytając nagłówki w gazecie, która leżała na stole. Jedna katastrofa, jakiś napad... *Ah, ten nasz cudowny świat...* - Dawno nie rozmawialiśmy... - przerwał ciszę wujek. - Co tam u ciebie? Jak się czujesz?
- A dobrze... - odpowiedziałam tylko. Zaskoczył mnie, nie byłam gotowa na takie pytania. Niby banalne, codziennie ale odpowiedź na nie nie zawsze jest tak oczywista, jak się wydaje. Wujek zmarszczył czoło, więc postanowiłam coś dodać, aby nie zaczął mnie wypytywać. - ...znalazłam już znajomych, a nawet przyjaciółkę. Poznałam okolicę, więc nie martw się, nie zginę. - puściłam mu oczko, na co oboje wybuchliśmy śmiechem. - Wybacz ale chciałabym się wykąpać. - powiedziałam po chwili, na co oczywiście przytaknął i wzrokiem odprowadził mnie do schodów.
Po kąpieli postanowiłam zadzwonić do Trish. W końcu zostawiłam ją w klubie samą, a właściwie to nie ja tylko Niall. Jak się okazało u niej wszystko w jak najlepszym porządku, a noc spędziła z jakimś typem, którego imienia nie pamięta ale zadowolił ją jak nikt inny. Cała Trish.
Odłożyłam telefon na łóżko i w tym samym momencie usłyszałam pukanie.
- Proszę! - powiedziałam, siadając. Do mojego pokoju wszedł nikt inny jak Niall. Zamknął drzwi i usiadł obok mnie. W milczeniu patrzył przez okno, a ja nie wiedziałam czy coś mówić czy zachowywać się tak samo bezsensownie jak on. - Nie no, każdy normalny człowiek wchodzi do cudzego pokoju bez słowa i podziwia jego widoki za oknem! - rzuciłam z irytacją, siadając po turecku przodem do chłopaka. W odpowiedzi otrzymałam dalsze milczenie. - Fajnie. - mruknęłam, przewracając oczami.
- Musimy porozmawiać. - powiedział, przenosząc na mnie wzrok. - O Tobie. Musimy porozmawiać o Tobie. - dodał po chwili. Chciałam się odezwać, ale pokręcił głową. - Co się, kurwa, stało? Kiedyś byłaś inna. Ułożona, ciągle z nosem w książkach. Bałaś się opinii innych, ich spojrzeń, ich słów. A teraz? Codziennie inny chuj, ten sam klub, coraz większe dawki alkoholu. Wyzywające ubrania, mocny makijaż. Co Cię tak zmieniło? Kiedy to się stało? Skąd nagle wzięło się nocne wymykanie z domu, okłamywanie rodziców? Po co ci to? I przede wszystkim: Dlaczego?
Zamilkł. Nie powiedział już ani słowa więcej. Patrzył na mnie, oczekując odpowiedzi. A ja... Ja nie wiedziałam co się właśnie stało, skąd on to wie, dlaczego mnie o to pyta.
- Wiem więcej. Wiem o Tobie o wiele, wiele więcej. O tej dawnej Tobie. Nie pytaj skąd, nie pytaj jak, nie pytaj dlaczego. To ja zadaję pytania. - na jego twarzy nie było uczuć, oczy miał puste, ciemne. Byłam w szoku. Kim on był?! - Odpowiedz! - warknął, a moje ciało przeszły niemiłe prądy. Przeanalizowałam jeszcze raz jego słowa, zbierając myśli w jedną całość. Wzięłam głęboki oddech i zaczęłam mówić.
- To było dwa lata temu. Wracałam do domu od koleżanki. Po drodze był klub. Nigdy tam nie wchodziłam, nie moje klimaty. - uśmiechnęłam się krzywo na to wspomnienie. - W progu zobaczyłam kota. Nie mogłam go zostawić w tym hałasie. Podeszłam ale on uciekł. Już chciałam odejść, gdy ktoś złapał mnie za rękę, zaciągając do środka. Torba wypadła mi gdzieś po drodze, nie wiedziałam co się dzieje. Wszystko działo się tak szybko. - Niall uważnie słuchał ale nie pokazywał żadnych emocji. Żadnych. - Do dzisiaj nie wiem czemu ale wypiłam tego drinka. Zawsze szybko ulegałam. Zaraz po tym chciałam uciec, wrócić do domu i zapomnieć. Jednak przeszłam tylko kawałek. Zgubiłam się w tłumie, obijając o kolejne osoby. Alkohol zaczął działać, a że nigdy wcześniej nie piłam to skutki miałam duże. Kolejne co pamiętam, to jakiś pokój... i chłopaka. Wtedy to się stało. Straciłam dziewictwo. Myślisz, że był delikatny? Ha! Nic bardziej mylnego. Miał gdzieś to, co mówiłam. Pieprzył bez opamiętania. - Niall westchnął, otwierając usta. Wiedziałam o co chce zapytać. - Nie, to nie był gwałt. Nie wiem dlaczego ale ja tego chciałam. Ten chłopak, on tak działał. Zauroczył mnie, wmówił mi, że będzie cudownie, że on się na tym zna. Teraz nie zaprzeczę, jednak wtedy nie było mi do śmiechu. Nigdy więcej go nie widziałam. Wróciłam do domu dopiero rano i wtedy po raz pierwszy okłamałam rodziców. I tak to się zaczęło. Pokochałam seks, pokochałam pieprzenie. Pokochałam to, że codziennie mogłam mieć w sobie innego chuja, że faceci wariowali na widok moich piersi. Pokochałam ich dotyk, ich oddech. Każdy najmniejszy gest z ich strony był dla mnie jak nowy rozdział w książce. A ja kochałam książki.
Zapadła cisza. Teraz to ja patrzyłam przez okno ale nie obchodziło mnie drzewo, jakie za nim rosło, ani gniazdo, do którego właśnie wrócił ptak. Myślami byłam dwa lata wstecz, w swoim starym życiu. Nie obchodził mnie ten seksowny blondyn, który siedział obok i mierzył mnie wzrokiem. Myślami byłam dwa lata wstecz, w swoim starym pokoju, pełnym starych książek. Obchodziła mnie jedynie łza, która spływała powoli po moim policzku. To była stara łza, która w moim starym życiu nie zdążyła wypłynąć z mojego starego oka.
Niall otarł ją delikatnie, ujmując moją twarz w swoje wielkie dłonie. Patrzyłam na jego usta z głupią nadzieją, że mnie pocałuje. Jednak wiedziałam, że tego nie zrobi. Jeszcze nigdy tego nie zrobił. Zwinnie wskoczyłam mu na kolana, wtulając się w jego tors. Chłopak mocno mnie objął i delikatnie musnął ustami moją skroń.
- To chyba też pokochałam. - szepnęłam, zamykając oczy i zaciągając się jego zapachem. Jego, a właściwie moje również, wahania nastrojów są okropne i nie do wytrzymania. Siedzieliśmy w ciszy, tak po prostu. Razem, przytuleni.
- Śpij dzisiaj u mnie. - powiedział, a ja z trudem podniosłam głowę i zmarszczyłam brwi. - No co?
- Nic. Ja po prostu... Nie ważne. - chciałam wrócić do poprzedniej pozycji ale chłopak mi to uniemożliwił.
- Powiedz. - mruknął tym swoim cudownym głosem. No i jak tu nie ulec?
- Po prostu mnie zaskoczyłeś. - wyjaśniłam, a on zaczął gładzić moje udo.
- Po prostu lubię z Tobą spać. - uśmiechnął się lekko, przez co pobudził moją wewnętrzną boginię. Nienawidzę go za to. Nie. Nienawidzę siebie za to. - To jak? - uniósł lewą brew, patrząc na mnie pytająco.
- Co? Um, okej. - wydukałam, powoli zaciskając uda.
- Okej... - wyszeptał mi do ucha, drażniąc jego płatek. *Cholera!* Nadal gładził moje udo ale wolniej, tak, że każdy jego najmniejszy ruch czułam bardzo dokładnie. - Myślałaś, że nie zauważę? - ponownie szepnął, tym razem dodając lekki, cyniczny uśmieszek. Przygryzłam język, jednak to nie pomagało. - Oj mała... - zaczął składać delikatne pocałunki na mojej szyi. Odchyliłam głowę w bok, dając mu większe pole do popisu. Wygrał. Jego ręka z uda powędrowała na mój tyłek, rytmicznie go ściskając. Przygryzałam dolną wargę by nie jęknąć, a było to cholernie trudne. Drugą ręką wszedł pod moją bluzkę i powoli sunął w stronę zapięcia stanika.
- Niall, nie możemy. - opamiętałam się w ostatnim momencie. Nie możemy. Jak ktoś wejdzie? Wszyscy są w domu, a Luke w pokoju obok. Usłyszałby.
- Ja mogę wszystko. - odpiął mi stanik, w tym samym momencie zasysając skórę nad moim obojczykiem. Cicho syknęłam wbijając paznokcie w jego rękę, która właśnie wędrowała do moich piersi.
- NiNiall. - nie myślałam trzeźwo. W ogóle nie myślałam. To co ten człowiek właśnie robił... O mój pieprzony Boże!
- Shhh. Ktoś usłyszy. - zachichotał. *Zabiję Cię, przysięgam! Później, później Cię zabiję. Teraz dokończ co zacząłeś.*
- Przestań... - zaprzeczałam sama sobie. Z jednej strony bałam się, że ktoś nas przyłapie, a z drugiej chciałam więcej, chciałam, żeby pieścił moje piersi, ściskał tyłek, całował szyję.
- Nie chcesz tego. - kurwa! A kto by chciał końca czegoś tak cudownego? Jasne, że nie chcę! Co za kretyn! Wiedziałam, że jeśli go nie odepchnę, to nie przestanie. No ale... Niall podwinął mi koszulkę i zassał mojego lewego sutka, palcami drażniąc drugiego.
- Zamknij drzwi. - wyszeptałam, ściągając koszulkę i stanik. Na szczęście okres już mi się skończył. Chłopak położył mnie na łóżku i wypełnił moje polecenie. Wrócił do mnie, a ja natychmiast pozbyłam się jego koszulki. Gubiłam ręce na jego wręcz idealnym torsie, gdy on praktycznie pożerał moje piersi. W kocu ściągnął mi spodenki i zniknął między udami. Rozszerzył mi nogi prawie do pełnego szpagatu, a ja w duchu chwaliłam lekcje gimnastyki, na które kiedyś chodziłam. Zatopiłam palce w jego włosach, przyciągając go jeszcze bliżej swojej cipki. Mruknął w nią, co tylko bardziej mnie pobudziło. Jego język sunął po moich wargach niczym koń wyścigowy po torze. Po chwili wsunął we mnie dwa palce, drugą ręką zatykając mi usta. Poruszał nimi szybko, mocno i stanowczo, nie przestając lizać i zasysać moich warg. Otworzyłam usta i wzięłam do buzi dwa palce jego drugiej ręki. Ssałam je, przygryzałam i lizałam. Mocniej pociągnęłam go za włosy, na co ponownie mruknął. Powtórzył to jeszcze kilka razy i w połączeniu ze swoimi palcami i językiem doprowadził mnie do cudownego orgazmu. Ponownie zassałam jego palce, aby powstrzymać jęki. Wiłam się pod nim, co próbował opanować, jednak widok jego umięśnionych ramion tylko bardziej mnie podniecał. Niall wylizał dokładnie moje soki i powoli wyciągnął ze mnie swoje palce, wkładając mi je do ust. Wyczyściłam je, wbijając paznokcie w jego szyję. Chłopak odczekał chwilę, aż wróciłam na ziemię. Uśmiechnęłam się cynicznie i popchnęłam go na plecy. Szybko znalazłam się nad nim i pozbyłam się reszty jego ubrań. Sunęłam językiem od jego szyi w dół, bez pośpiechu, delikatnie. Widziałam, że doprowadza go to do szału. W końcu chwyciłam jego przyjaciela w dłoń i powoli przesuwałam nią w górę i w dół. Muskałam go delikatnie językiem, a Niall zaciskał pięści coraz mocniej.
- Mała...
- Shhh. Ktoś usłyszy. - puściłam mu oczko i wróciłam do zabawy. On może, a ja nie? Delikatnie dmuchnęłam w główkę jego penisa, z zadowoleniem patrząc na reakcję blondyna. Był taki bezradny... Ha, teraz to ja mam władzę.
- Pproszszę. - wydukał, a jego klatka piersiowa szalała. Uśmiechnęłam się do niego zwycięsko, na co prychnął, po czym wzięłam jego przyjaciela do buzi. Poruszałam głową w górę i w dół, od czasu do czasu zasysając jego główkę. Przyśpieszyłam, a w odpowiedzi usłyszałam cichy jęk. Chciał złapać mnie za włosy, jednak szybko odepchnęłam jego ręce. Przyśpieszyłam jeszcze trochę i w taki sposób doprowadziłam go do orgazmu. Wszystko połknęłam, na końcu składając całusa na czubku jego penisa. Chłopak chwilę jeszcze dochodził do siebie, a ja w tym czasie całowałam jego tors, leżąc obok. - Emi...
- Hm? - uniosłam głowę, patrząc w jego błyszczące oczy. Niall nagle mnie pocałował.

**********
WIELKI POWRÓT
Mam nadzieję, że umiliłam Wam choć trochę rozpoczęcie roku szkolnego :)
Teraz rozdziały będą już systematycznie, raz w tygodniu, zazwyczaj w poniedziałek (na dobry początek tygodnia) ;) 
Kocham was <3

sobota, 23 maja 2015

Rozdział 15. Weź to.

Jeszcze przez kilka chwil patrzyłam na wyświetlacz, czytając wiadomość w kółko. Jak mógł być takim chamem. Rzuciłam telefon na łóżko, podciągając kolana do piersi. Co ja sobie wyobrażałam? Że przyjdzie, przytuli i znowu będzie zajebiście? Jestem tak naiwna... Nie miałam ochoty na jakiekolwiek rozmowy czy kontakty z innymi, więc otuliłam się kołdrą i zasnęłam.
***
Tradycyjnie obudził mnie dzwonek telefonu. Spojrzałam na wyświetlacz, Trish. Co ona chce?
- Halo?
~ Mogę przyjść? - zaszlochała do słuchawki.
- Jasne. - powiedziałam troskliwie, a dziewczyna się rozłączyła. Sprawdziłam godzinę, 19:47. Jezu, przespałam cały dzień! Zerwałam się z łóżka, idąc prosto do łazienki. Moje oczy były zaczerwienione, więc przemyłam je kilka razy wodą, następnie nakładając lekki makijaż. Rozczesałam włosy, zostawiając je lekko pofalowane. Wychodząc z łazienki usłyszałam dzwonek do drzwi. Zbiegłam, otwierając je.
- Kochanie... - wyszeptałam, gdy zobaczyłam przyjaciółkę zapłakaną. Otuliłam ją ramionami, nogą zamykając drzwi. Przez dłuższą chwilę stałyśmy przytulone, nie mówiąc ani słowa.
- Masz coś do picia? - zapytała, odrywając się od mojego ramienia.- Coś mocniejszego... - dodała po chwili i biorąc po drodze butelkę Finlandii, poszłyśmy do mojego pokoju.
- Co się stało? - zapytałam, zamykając drzwi. Czerwone oczy Trish przeszyły moje ciało, zatrzymując się na koszulce.
- To Nialla? - zignorowała moje pytanie. Spojrzałam w dół. Rzeczywiście miałam na sobie jego koszulkę. To ta, którą u mnie zostawił jak było między nami... okej? No po prostu lepiej. W mojej głowie automatycznie pojawiły się obrazy Nialla wychodzącego z szafy i robiącego mi malinki w kuchni. Nie myśląc zbytnio, wtuliłam się w przyjaciółkę, wylewając z siebie kolejne łzy. - Opowiadaj...
Nie bolało mnie, że to właśnie Niall odszedł, że ma mnie w dupie, że potraktował jak dziwkę, że zrobił nadzieję... Nie! Bolało mnie to, że znowu mam dziurę w serduszku. Już było dobrze, już się pozbierałam, zaczęłam żyć. I znowu ktoś odchodzi, znowu się zawodzę i przypominam sobie, że nic nie trwa wiecznie.
Trish opowiedziała mi, że Ashton coś kręcił z inną i już nie wie w co wierzyć. Pokłóciła się z nim, więc przyszła do mnie się wypłakać.
Gdy nasza butelka wódki poturlała się pusta po podłodze, stwierdziłyśmy, że wychodzimy. Obie musimy odreagować. Szybko wskoczyłam w dżinsy i top i chwiejnym krokiem doszłyśmy do najbliższego, a zarazem najlepiej mi znanego klubu. Siedziałyśmy przy barze, kończąc swoje drinki, gdy podeszło do nas dwóch chłopaków. Poprosili nas do tańca, a wszystko działo się tak szybko, że nawet nie wiem kiedy doszło do tego, że wiłam się przy kompletnie nieznajomym chłopaku. Po kilku... albo kilkunastu... piosenkach odeszłam z nim na bok. Stałam przy ścianie, a on przede mną, napierając na mnie. Nawijał na palec kosmyk moich włosów, gdy ja gubiłam ręce na jego torsie i ramionach. Mój chichot i jego sprośnie słówka idealnie wpasowywały się w muzykę i napięcie między nami. Zaczął obdarowywać moją szyję pocałunkami, jeszcze bardziej przywierając mnie do ściany. Zatopiłam palce w jego włosach, cała mu się oddając. Nagle poczułam zimno i pustkę. Nim zdążyłam otworzyć oczy byłam już niesiona przez kogoś do wyjścia. Zaczęłam się wyrywać, ale co ja mogłam, gdy ten ktoś był silniejszy. W ogóle jestem strasznie słaba i codziennie ktoś mi o tym przypomina. To się robi irytujące! Już po chwili chłopak postawił mnie przy ścianie za klubem. Przeraziłam się, nie wiedząc kim jest, a w tym miejscu jestem kompletnie bezradna. W dodatku alkohol we krwi nie pomaga. Obraz miałam jakby za mgłą, a nogi niezdolne do biegu. Mogłabym się jedynie czołgać, ale to by raczej nie pomogło. Chciałam oddalić się jak najdalej, ale nie miałam gdzie. Chłopak zrobił krok w przód, a ja zaczęłam się trząść. Nie panowałam nad tym. Strach opanował moje ciało, a jedyne co jeszcze kontrolowałam to łzy, których za nic nie chciałam uwolnić.
- Sądziłem, że zmądrzejesz. - warknął, a ja wydałam z siebie cichy pisk. Próbowałam go odepchnąć, ale ani drgnął. - Dlaczego ciągle to robisz? - zapytał, już nieco spokojniej, ale nadal czułam, że jest zdenerwowany.
- Jesteś ostatnią osobą, która mogłaby mnie krytykować.
- Jestem jedyną osobą, która zauważa twój problem.
- Spierdalaj. - syknęłam po chwili ciszy, próbując go wyminąć, oczywiście na marne. Ponownie przywarł mnie do ściany, nachylając się nade mną.
- Uważaj na słowa. - miałam serdecznie dość jego wahań nastrojów, przerośniętego ego i potrzeby kontrolowania wszystkich wokoło. Przypływ złości spowodował, że go spoliczkowałam. Nie wiem po co, nic mi to nie dało. Jednak poczułam się lepiej.
- Po prostu mnie zostaw. - powiedziałam cicho i tak szybko, jak tylko mogłam ruszyłam w stronę domu.
W połowie drogi ogarnęło mnie zmęczenie, więc usiadłam na pobliskiej ławce. Okazała się bardzo wygodna, co sprawiło, że nie miałam ochoty jej opuszczać. Podziwiałam gwiazdy, jakby czegoś w nich szukając. Nie wiedziałam tylko czego.

*Niall*
Trzeci już raz uderzyłem pięścią w ścianę, a z niej ponownie coś się posypało. Dlaczego ta dziewczyna jest taka uparta? Chciałem przyjść do klubu, trochę wypić, wyrwać jakąś dziewczynę na noc... To nie! Wchodzę i kogo widzę? Emilly! I znowu to ja jestem ten najgorszy. Jak w zeszłą noc byłem przy niej to nie narzekała, a jak teraz próbuję odciągnąć ją od zaliczenia przypadkowego typa to źle! No kurwa, to co mam robić? Mam już tego serdecznie dosyć! Ale chociaż bym chciał to za cholerę nie mogę jej sobie odpuścić. Chcę ją przelecieć, posiadać, a jednocześnie obiecałem Lukowi, że jej nie ruszę i będę odciągał od innych, chronił. Co ja, kurwa, anioł stróż? Mogłem już na początku ją olać, to miałbym spokój. Cholerne ego. Taki już jestem, niestety... albo stety. Chuj wie.
Szedłem chodnikiem, co jakiś czas kopiąc w śmietnik czy inne stojące coś. Chciałem już być w domu i mieć na wszystko wyjebane. Na lekko oświetlonej ławce zauważyłem dziewczynę z kolanami podciągniętymi do piersi. Słysząc jej szloch nie mogłem przejść obojętnie. Usiadłem obok, nie do końca wiedząc co zrobić. Ale chciałem jej pomóc.
- Nie jestem w tym dobry, ale... Co jest? - powiedziałem niepewnie, patrząc w niebo. Dziewczyna spojrzała na mnie, podciągając nosem. - Ta, u mnie też nie najlepiej... - zacząłem, przerywając ciszę. - Znowu jestem ten najgorszy, bo tylko ja widzę, że ona ma problem.
- Powiedział, że jestem niewystarczająca i poszedł do jakiejś dziwki. - wyszlochała, ocierając łzy. Objąłem ją ramieniem, a ona od razu się we mnie wtuliła.
- Ludzie zawodzą... - wyszeptałem. - Z czasem się przyzwyczaisz...
Siedzieliśmy, a dziewczyna opowiadała o swoim byłym. Nie przerywałem jej, bo czasami trzeba się wygadać. Jak już się uspokoiła to odprowadziłem ją do domu, aby upewnić się, że dotarła bezpiecznie. Jakieś półgodziny później byłem już w swoim pokoju. W samych bokserkach położyłem się spać, ale byłoby zbyt pięknie, gdyby to był koniec tej nocy. Mój telefon zaczął dzwonić, a ja modliłem się, żeby to nie był Luke.
- Czego?
~ Najebana Emilly siedzi przed moim domem i nic nie mogę z nią zrobić.
- A ja ci po co?
~ Po prostu przyjdź. - powiedział i się rozłączył. Z jękiem wstałem z łóżka, ubierając poprzednie ciuchy. Szybko wyszedłem z domu, kierując się do Iana. Nie minęła minuta i już u niego byłem. Siedział obok Emi, mówiąc do niej, ale nie odpowiadała.
- Zajmę się nią. - powiedziałem, kucając przed dziewczyną. Ian skinął głową, wchodząc do domu. - Chodź do mnie. - wyszeptałem, będąc kompletnie bezradny. Spojrzała na mnie, ale nic nie powiedziała. - Chcę ci pomóc.
- Chcesz mnie przelecieć. - syknęła, ponownie chowając głowę między kolana.
- Nie da się ukryć. - powiedziałem z lekkim uśmiechem. - Ale to nie jest najważniejsze. - dodałem po chwili, wstając. - Chodź.
- Nie.
- Chodź albo cię zaniosę. - wyciągnęła do mnie ręce, jak małe dziecko. Westchnąłem nachylając się. Złapała się mojej szyi, a ja ją podniosłem. - Ostatni raz. - syknąłem sam do siebie, wracając do domu.
Położyłem ją na łóżku, stając nad nią. Patrzyła na mnie niewinnie, jakby nic się nie stało.
- No słucham. - warknąłem, będąc zirytowany i śpiący. Emi nie nie odpowiedziała, tylko nadal na mnie patrzyła. Wziąłem głęboki oddech spuszczając głowę. - Jeszcze raz... - powiedziałem cicho. - Dlaczego poszłaś do klubu? - znowu zapanowała cisza, a ja myślałem, że wyjdę z siebie. - Odpowiedz do cholery. - uniosłem się, a ona lekko zadrżała. Super, chociaż wiem, że mnie słucha.
- Poszłam tam z Trish. - wyszeptała po chwili. Patrzyłem na nią, czekając na coś więcej ale już nic nie powiedziała, tylko wbiła wzrok w podłogę.
- Po co poszłaś do Iana? - widziałem, że nad czymś myśli, ale nie chciała mi powiedzieć. Tylko dlaczego? Naprawdę aż tak mnie znienawidziła? Byłem z nią szczery, nie chciałem dawać jej głupiej nadziei i prowokować jej, jak i samego siebie. Mimo wszystko stwierdziła, że jestem pieprzonym egoistą i zależy mi tylko na jednym. Nie zna mnie. Nikt mnie, kurwa, nie zna! - Albo zacznij ze mną rozmawiać, albo wracaj do domu i daj mi się wyspać. - powiedziałem, rozbierając się.
- Nie wrócę tam. - zmarszczyłem brwi na te słowa. O ile dobrze pamiętam to mówiła mi, że lubi Harriet i Edwarda. Nie wydaje mi się, że pokłóciła się z Lukiem, bo jeszcze dzisiaj z nim gadałem.
- Dlaczego? - zapytałem w końcu, siadając obok niej.
- Możemy iść spać? - spojrzała na mnie błagalnie. Westchnąłem wstając.
- Włóż moją koszulkę i się kładź. Zaraz wracam. - dziewczyna skinęła głową, a ja niezauważalnie wziąłem z szafki swój telefon i wyszedłem. Zszedłem na dół, wychodząc na balkon. Zamknąłem drzwi, upewniając się, że mnie nie usłyszy. Wybrałem numer Luka, błagając żeby odebrał.
~ Niall? Znalazłeś Emi, prawda? - zapytał zdenerwowany. Najwyraźniej zaczął jej szukać. Nie dziwię mu się. Jest trzecia w nocy!
- Spokojnie młody. - złączem, z nadzieją, że mnie posłucha. - Jest u mnie...
~ Zaraz będę. - przerwał mi.
- Czekaj, czekaj!
~ Co?
- Nie przejmuj się, wracaj do domu, idź spać...
~ Pojebało cię?! - wrzasnął do słuchawki. ~ Zaraz będę.
- Nie wpuszczę cię! - warknąłem. - Jest najebana i powiedziała, że nie chce wracać.
~ Ty siebie słyszysz? Jest środek nocy! Ma wrócić do domu!
- Prześpi się tu, a rano odprowadzę ją do domu. - powiedziałem stanowczo. - Koniec.
~ Jak coś jej zrobisz, Niall.
- Wiem, wiem. Idę spać. - powiedziałem i się rozłączyłem. Wróciłem do pokoju i zobaczyłem Emi siedząca na łóżku w mojej koszulce z butelką wódki w ręku.
- Niall! - krzyknęła, wieszając mi się na szyi. Chciałem zabrać jej butelkę, ale uciekła z nią w kąt pokoju i wzięła trzy duże łyki. Skrzywiła się, na co się zaśmiałem. Podszedłem do niej, kucając.
- Oddaj. - powiedziałem spokojnie, wyciągając rękę.
- Nie! - wydęła wargi, odpychając mnie tak, że upadłem na podłogę. Zaczęła się śmiać i wystawiła mi język, po czym wstała i wyszła na balkon. Szybko poszedłem za nią. Stała przy barierce patrząc w niebo. Stanąłem za nią, obejmując ją w talii. Silą nic nie zdziałam, a poznałem już jej czułe punkty. - Patrz... - zaczęła i znowu wzięła kilka łyków. - Tam wysoko, patrz. - wskazała palcem w niebo. - Oni tam są i nas widzą. Na pewno są na mnie źli. - Spojrzała na butelkę, a następnie podała ją mi. - Weź to. - po jej policzkach spłynęło kilka łez. Odstawiłem butelkę na ziemię i spojrzałem w niebo.
- Nie są źli.
- Skąd wiesz?
- Miłość wszystko wybaczy. - wyszeptałem, przytulając ją jeszcze mocniej.
- Twoja mama ci wybaczyła? - zapytała po chwili. Uśmiechnąłem się lekko.
- Nie jestem aż taki niegrzeczny.
- Zimno tu.
- Chodź spać. - powiedziałem, biorąc ją na ręce i niosąc do łóżka. Zamknąłem szybko balkon i położyłem się obok. Wtuliła się we mnie, błądząc palcem po moim torsie. - Dobranoc mała.
***
Obudził mnie czyś jęk. Emi leżała zwinięta obok mnie.
- Mała, co jest? - zapytałem zaspany. Odwróciła się do mnie, mrużąc oczy. - Ktoś tu ma kaca. - zaśmiałem się, za co uderzyła mnie w ramię. Wyciągnąłem z szafki tabletkę i jej podałem. - I po co ci to było?
- Zamknij się... - jęknęła, ponownie opadając na łóżko. - Która godzina?
- Po dziesiątej.
- Luke na pewno mnie szukał.
- Wie, że tu jesteś. - powiedziałem wstając.
- Co? - zerwała się na równe nogi, czego od razu pożałowała. Usiadła na łóżku łapiąc się za głowę.
- Spokojnie. - założyłem dresy i wziąłem telefon z szafki. - Zejdź zaraz na śniadanie.

*Emilly*
Niall wyszedł, a ja opadłam na plecy. Tabletka pomału zaczynała działać. Analizowałam wydarzenia z wczorajszego dnia i nocy. Dlaczego zawsze muszę coś zrobić? Jakbym nie mogła się napić i wrócić grzecznie do domu... Wstałam, powoli dreptając do kuchni. Schody okazały się większą przeszkodą niż przypuszczałam. Usiadłam przy stole, przyglądając się chłopakowi. Po chwili podał mi talerz z jajecznicą, zajmując miejsce obok. Nie odzywał się, więc ja też byłam cicho.
- Nie mogę zrozumieć jednego... - powiedział w końcu. - Po co poszłaś do Iana? - patrzył na mnie, marszcząc brwi. Wzruszyłam ramionami.
- Nie wiem.
Po śniadaniu poszłam się ubrać. Gdy wróciłam na dół Niall już na mnie czekał.
- Sama trafię. - powiedziałam, wkładając buty.
- Powiedziałem, że cię odprowadzę. - odpuściłam, bo nie chciałam się z nim kłócić. Już i tak wystarczy to, co odjebałam w nocy. Niall odprowadził mnie pod same drzwi i czekał, aż ktoś otworzy. Gdzieś w środku bałam się reakcji Luka. Drzwi otworzyły się i zobaczyłam kuzyna. Uśmiechnął się lekko, wciągając mnie do środka.
- Dzięki. - powiedział, a Niall tylko skinął głową i odszedł. - A ty... - spojrzał na mnie. - Wiesz, że się martwiłem i cię szukałem?
- Wiem... - powiedziałam spuszczając głowę.
- Więc dlaczego ciągle mi to robisz? - zapytał troskliwie, unosząc mój podbródek. Wzruszyłam ramionami, a on westchnął. - Wykończysz mnie... - zaśmiał się. Poszłam do pokoju, rzucając się na łóżko. Próbowałam przypomnieć sobie co się stało, zanim trafiłam do Iana.
Siedziałam na ławce i usłyszałam kłótnię. Jakaś para stała niedaleko, krzycząc, ale nie pamiętam co. Później on coś powiedział, ona go uderzyła i się rozeszli. Nie patrzyłam na nich tylko zaczęłam biec do Iana. Ale nie wiem dlaczego... Pamiętam jeszcze kłótnię z Niallem. O cholera!
"Jesteś zły?" - Napisałam do Nialla, przypominając sobie, że go uderzyłam. W sumie... Należało mu się.
"Nie. Dlaczego miałbym?"
"Bo cię uderzyłam..." - Odpisałam i wstałam. Ściągnęłam dżinsy i założyłam leginsy. Tak wygodniej. Wróciłam do łóżka, biorąc telefon.
"A ja na ciebie krzyczałem. Jesteśmy kwita." - Uśmiechnęłam się lekko. Było przed dwunastą, a ja nie miałam żadnych planów. Pogoda była okej, więc nie miałam przeszkód by pobiegać. Ubrałam sportowy top i związałam włosy. Zmyłam wczorajszy makijaż i umyłam zęby. Powiedziałam Lukowi, że wychodzę, przysięgając, że będę omijać kluby z daleka. Postanowiłam nie zmieniać trasy i pobiegłam w górę ulicy.
- Emi! - usłyszałam za sobą. Odwróciłam się i zobaczyłam Nialla. Podbiegł do mnie. - Pobiegasz ze mną? - zgodziłam się, bo bieganie z kimś jest lepsze. Po za tym, jakbym biegała sama to miałabym za dużo czasu na myślenie o tym, o czym powinnam już zapomnieć.
Pobiegliśmy do parku, gdzie dwa dni temu byłam z Ianem.
- Mogę cię o coś spytać? - spojrzałam na Nialla, gdy zrobiliśmy sobie przerwę.
- Jasne. - odpowiedział, wiążąc buta. Musiałam zapytać, to mnie męczyło.
- Dlaczego pobiłeś się z Bruno? - chłopak usiadł na ławce, klepiąc miejsce obok, żebym też usiadła. Zrobiłam to, czekając niecierpliwie na odpowiedź.
- Odpowiem, jeśli ty odpowiesz na moje.
- Jakie?
- Dlaczego dzisiaj w nocy nie chciałaś wracać do domu?


Wiem, że miał być wczoraj. Cicho! ;) Ważne, że jest. ♥

sobota, 16 maja 2015

Rozdział 14. Zamknij się!

*Niall*
Obudziłem się rano i już wiedziałem, że nie będzie to udany dzień. Nie mogłem zasnąć przez to, że myślałem o Emilly. Wstałem niechętnie, podchodząc do szafy. Wyciągnąłem szare dresy i biały t-shirt, po czym poszedłem wziąć prysznic. Zimne krople wody uderzały w moje ciało, przez co każdy najmniejszy mięsień drgał. Byłem wkurwiony na wszystko i wszystkich, nie wiem czemu. Czasami tak mam. Po wyjściu z łazienki wybrałem dobrze znany mi numer.
~ Halo? - Usłyszałem znajomy, przesłodzony głos. Skrzywiłem się, a moje ciało przeszył dreszcz.
- Hej kotku. - Powiedziałem najmilej, jak w tym momencie potrafiłem. - Powiedz mi... Jesteście teraz zajęte? - Zapytałem, schodząc do kuchni. Wyciągnąłem z lodówki jogurt naturalny i wlałem go do miski z płatkami.
~ Kiedy jesteśmy ci potrzebne? - Mimowolnie się uśmiechnąłem, pomijając fakt, że ta dziewczyna mnie obrzydza. Liczy się to, że mi nie odmawia.
- Za pół godziny. - Odpowiedziałem i się rozłączyłem. Zjadłem śniadanie i odłożyłem naczynie do zlewu. Spojrzałem na zegarek. Amber i Demi będą u mnie za około 20 minut. Wolnym krokiem udałem się do swojego pokoju. Spod łóżka wyciągnąłem małą, metalową skrzyneczkę, a z niej skręta i woreczek z białym proszkiem. Wysypałem go trochę na szafkę i szybkim ruchem wciągnąłem. Powróżyłem to raz jeszcze i opadłem plecami na miękki materac. Obracałem skręta w palcach, czekając na dziewczyny. W końcu dobiegł do mnie dźwięk dzwonka, więc zszedłem na dół, aby już po chwili wrócić do pokoju z dwoma blondynkami, gotowymi zrobić praktycznie wszystko, aby mnie zaspokoić.
- Jesteś spięty kochanie... - Wyszeptała Amber, masując mi plecy. Ja w tym czasie szukałem zapalniczki, aby móc w pełni cieszyć się tym, co zaraz tu zajdzie. Cóż, nie wiem, czy mogę to nazwać zwykłym seksem. Odpaliłem skręta, kładąc się wygodnie na łóżku. Dziewczyny klęczały na łóżku, rozbierając się nawzajem. Gdy zostały w samej bieliźnie, przyciągnąłem Demi za włosy, aby wypuścić jej prosto w twarz kłąb dymu. Amber w tym czasie ściągnęła ze mnie dresy wraz z bokserkami. Obie zajęły się moim przyjacielem, gdy je obmacywałem. W moim pokoju działy się najgorsze świństwa, jakie można sobie wyobrazić. Pieprzyłem je w usta, ciągałem za włosy...
Po ponad godzinie opuściły mój pokój, gdy ja nie miałem najmniejszej ochoty wychodzić z tego błogiego stanu. Spaliłem do końca drugiego skręta i postanowiłem napisać do Emilly.
"Hej kochanie!" - Byłem w tak dobrym nastroju, że nic nie mogło tego zepsuć. Obracałem telefon w palcach, czekając na odpowiedź. - "Ej, odpisz mała..." - Napisałem, nie mogąc doczekać się wiadomości zwrotnej.
"Czego chcesz?" - Wydąłem wargi, w geście niezadowolenia, mimo, że i tak tego nie widziała. Ignorując jej pytanie, odpisałem:
"Co robisz?" - Rzuciłem telefon na łóżko, podchodząc do szafy. Założyłem czyste bokserki i poprzednio noszone dresy. Rozglądnąłem się po pokoju, w którym panował nieskazitelny... burdel. Machnąłem ręką, ponownie opadając na miękki materac. Usłyszałem dźwięk wiadomości, więc szybko spojrzałem na wyświetlacz.
"Nie masz własnego życia?"
"Bądź milsza." - Jej humorki zaczynają mnie powoli wkurzać. Nie czekając na odpowiedź, napisałem: - "Zobaczymy się dzisiaj u Megan?" - Wstałem, wychodząc na balkon. Oparłem się o barierkę, patrząc na dzieciaki sąsiadów. Bawiły się na huśtawce, a ich mama opalała się na leżaku. Nagle do ogrodu wszedł pan Greg, z zaskoczenia przytulając żonę. Zapatrzony w tą scenkę, nie usłyszałem dźwięku przychodzącego sms'a.
"Mam nadzieję, że nie." - Schowałem telefon do kieszeni, wyciągnąłem z szafy pierwszą z brzegu koszulkę i przeciągnąłem ja przez głowę.
- Niall! - Usłyszałem z dołu. - Pakuj się, lecimy na siłownię! - Zayn wpadł do pokoju z torba na ramieniu. Jęknąłem, podnosząc swoją z podłogi. Wrzuciłem kilka potrzebnych rzeczy i wspólnie opuściliśmy mój dom. Nie zauważyłem samochodu mulata, co oznaczało, że jedziemy moim.
- Idziesz do Megan? - Zapytałem, gdy byliśmy już prawie na miejscu.
- Czemu nie. - Wzruszył ramionami.
***
Na imprezę u Megan dotarłem o 22:48, razem z Zaynem. Nie jestem typem, który jest zawsze pierwszy. Wolę przyjść, gdy towarzystwo jest już lekko wstawione, bo dziewczyny wtedy bardziej do mnie lgną, a ich faceci mają to gdzieś. Przed domem stało kilka samochodów, większość, jak zwykle, przyszła pieszo. Weszliśmy do środka, dokładnie wiedząc, gdzie znajdziemy naszą paczkę. Tradycyjnie siedzieli w salonie na dwóch kanapach, które dzielił nieduży stolik. Jako pierwsi w oczy rzucili mi się Harry i Tony, którzy poderwali bardzo, ekhem, ciekawe bliźniaczki. Obok, na kolanach jakiegoś nieznanego mi dotąd gościa, siedziała Trish, najwyraźniej bardzo zadowolona z jego obecności. Na drugiej kanapie siedziały Wendy i Megan, bardzo pochłonięte rozmową. Na sto procent obgadują te bliźniaczki. Już miałem podejść bliżej, ale Zayn mnie zatrzymał.
- Co? - Odwróciłem się do niego, marszcząc brwi. Ten tylko skinął głową na coś za mną. Odwróciłem się, a oddech ugrzązł mi w gardle. - Tylko nie to. - Warknąłem, gwałtownie ruszając w kierunku dwóch przyrodnich braci i jednej, lekko wstawionej dziewczyny. Po drodze zaczepiło mnie kilka dziewczyn, ale wszystkie odepchnąłem. - Siema chłopaki! - Powiedziałem, ukrywając swoje zdenerwowanie. Objąłem Emilly ramieniem, lekko do siebie przyciągając. Była bardziej pijana, niż przypuszczałem.
- Niall! - Krzyknął Leo, z wielkim uśmiechem. Odwzajemniłem go, mimo ochoty zajebania im obojgu.
- Stary, musimy się razem napić! - Powiedział Bruno, unosząc w górę swój plastikowy kubek.
- Z wielką chęcią, ale ta pani coś mi obiecała. - Mrugnąłem do nich z cynicznym uśmieszkiem, na co się roześmiali. Odpowiedzieli szybkie "Jasne" i odeszli. Moja mina automatycznie się zmieniła, a mięśnie napięły. Lekko szarpnąłem dziewczynę w stronę schodów. Chciała mi się wyrwać, ale trzymałem ją zbyt mocno. Szybkim krokiem pokonaliśmy korytarz, wchodząc do wolnego pokoju. Zamknąłem drzwi na klucz i przeszyłem Emi wzrokiem.
- O co ci chodzi do cholery! - Krzyknęła, wyrzucając ręce w powietrze. - Nie chcę z tobą rozmawiać! - Minęła mnie, podchodząc do drzwi. Przywarłem ją do nich plecami, podchodząc bardzo blisko niej. Złapałem jej nadgarstki, unosząc je do góry, aby przestała mnie bić.
- Najpierw się uspokój. - Powiedziałem powoli, ale stanowczo. Robiłem wszystko, aby nie wybuchnąć, tylko normalnie z nią pogadać. Nie było to jednak łatwe, widząc, jak kompletnie mnie lekceważy. Przez chwilę się szarpała, ale widząc, że nie ma to sensu, przestała. - Nie zadawaj się z nimi, jasne?
- Słucham? Nie będziesz mi mówił, z kim mogę się zadawać! - Wyrwała swoje ręce, ale nadal stała przy drzwiach, wrzeszcząc na mnie, jaki to ja jestem okrutny. - Nie jesteś moim ojcem!
- Nie jestem, ale najwidoczniej muszę! - Ja również zacząłem krzyczeć. Przy niej nie da się zachować spokoju. - Zachowujesz się jak dziecko! Co, z nimi też byś poszła do łóżka? Zastanów się trochę!
- Nic o mnie nie wiesz! Nie jestem taka, jak te wszystkie dziewczyny, które przeleciałeś! - Jej niegdyś idealne loki, były teraz w totalnym nieładzie. Tusz z rzęs lekko się skruszył, zdobiąc jej zaczerwienione od alkoholu i złości policzki. - Mnie też chcesz tylko przelecieć, przyznaj to!
- Nie chcę, żebyś wpadła w takie towarzystwo jak Bruno i Leo!
- To przed twoim towarzystwem mnie ostrzegali... - Powiedziała cicho, ale usłyszałem ją bardzo wyraźnie. Zapadła cisza. Emilly patrzyła gdzieś w przestrzeń. Moja klatka piersiowa unosiła się zdecydowanie za mocno, nawet nie wiedziałam, że dłonie mam zaciśnięte w pięści. Rozluźniłem je, robiąc krok w stronę dziewczyny.
- Emi... - Wyszeptałem, kładąc dłoń na jej policzku. Odepchnęła mnie, a pojedyncza łza spłynęła jej po policzku.
- Zostaw mnie. - Chciałem znowu do niej podejść, ale cofnęła się, uderzając plecami w drzwi.
- Posłuchaj.
- Nie Niall! To ty mnie posłuchaj! - Z każdym słowem robiła krok w moją stronę, aż w końcu staliśmy twarzą w twarz. Jej szpilki sprawiały, że była niższa zaledwie dwa centymetry. - Nie udawaj, że nagle się o mnie martwisz! Chcesz mnie tylko zaliczyć! - Pojedyncze łzy spływały po jej policzkach, a ona je ignorowała. - W dupie masz uczucia! Jesteś egoistycznym dupkiem!
- Zamknij się! - Warknąłem, a dziewczyna zadrżała. - Jesteś dokładnie taka sama, jak te wszystkie dziewczyny! Masa podkładu, krótkie sukienki... - Szarpnąłem lekko cienki materiał, który sięgał jej do połowy ud. - ...wysokie szpilki. Pijesz i flirtujesz z każdym w zasięgu wzroku! Staczasz się na dno!
- Ja? To ty masz jakąś paranoję! - Nie zwracałem już uwagi na nic. Na jej gesty, zachowanie. Słyszałem tylko słowa. Słowa, które obojga nas raniły, bo były prawdziwe. - Co się stało z tym niewinnym chłopakiem, który chciał mnie doprowadzić do orgazmu w kuchni, w środku nocy? Który opowiadał mi historie z dzieciństwa, smażył naleśniki? Mogłam się domyślić, że to wszystko było jednym, wielkim kłamstwem! Pieprzoną grą, która miała sprawić, że ci ulegnę!
- Po co udawałaś, że mnie rozumiesz? Po chuj wyszłaś za mną na taras, zjawiałaś się w łazienkach o danej godzinie, zostawiałaś otwarte okno? To ty jesteś pieprzoną egoistką, nie ja! - Wyminąłem ją i wyszedłem, trzaskając drzwiami. Szedłem w stronę schodów, gdy zauważyłem niezbyt wysoką brunetkę. Podszedłem bliżej, posyłając jej cyniczny uśmieszek. - Masz może chwilę? - Skinęła głową, więc znaleźliśmy wolny pokój. Tak szybko, jak to tylko możliwe, pozbyłem się jej ciuchów. Sam opuściłem spodnie z bokserkami do kolan. Dziewczyna już masowała ręką mojego przyjaciela, a ja zadbałem o zabezpieczenie. Sprawnie założyłem gumkę, popychając dziewczynę na łóżko. Upadła na plecy, owijając moje biodra nogami. Bez ostrzeżenia wsunąłem się w nią do samego końca. Brunetka zatopiła palce w prześcieradle, odchylając głowę do tyłu. Ściskałem jej piersi, nieprzerwanie wykonując gwałtowne, mocne pchnięcia. Z każdym jej jękiem czułem, jak złość odchodzi. Nie wiem ile upłynęło, aż w końcu doszedłem, ale szybkim numerkiem tego nie nazwę. Ubrałem się i poczekałem, aby dziewczyna zeszła na ziemię. Podziękowałem i wyszedłem, kierując się na dół. W kuchni znalazłem Zayna, który podsunął mi pod nos plastikowy kubek z alkoholem. Chwyciłem go, biorąc kilka dużych łyków.
- Co ty jej, kurwa, zrobiłeś! - Trish przekrzyczała muzykę, naskakując na mnie.
- Spierdalaj. - Warknąłem, mijając ją. Wyszedłem przed dom, chcąc jak najszybciej znaleźć się w swoim pokoju.
- I jak było? - Bruno pojawił się obok, nie wiem skąd. Zaciągnął się ostatni raz, po czym zdeptał resztki papierosa na trawniku.
- Nie twój interes. - Syknąłem, obserwując jak dym otula jego usta. Zmarszczył brwi, ale chwilę później głośno się zaśmiał. Przeszedł mnie nieprzyjemny dreszcz.
- Gdzie jest? Sam z chęcią przetestuję. - Nie wytrzymałem i wymierzyłem mu cios w szczękę. Z rozciętej wargi zaczęła wypływać krew, gdy postanowił oddać. Miałem przewagę, ponieważ Bruno był najzwyczajniej pijany. Wokół naszej dwójki utworzyło się kółko, kibicując raz mi, raz jemu. Poczułem okropny ból, ale zignorowałem go, nadal bijąc już zakrwawionego chłopaka. Po chwili ktoś szarpnął mnie za koszulkę, odciągając od chłopaka. Nad nim od razu uklęknęli Leo i dwóch ich znajomych. Wyrywałem się, ale Zayn, Tony i Harry trzymali mnie zbyt mocno.
- Pojebało cię? - Harry krzyczał pełno obelg i kazań, ale kompletnie go ignorowałem. Siłą zaciągnęli mnie do łazienki, gdzie niezbyt delikatnie opatrzyli obrażenia.
- Należało mu się. - Syknąłem, gdy było już po wszystkim. Przechodząc przez kuchnię, opróżniłem jeszcze jeden kubek, po czym ponowiłem próbę opuszczenia imprezy. Zostawiłem samochód i pieszo mijałem kolejne domy. Miałem serdecznie dość tego całego syfu.

*Emilly*
Około godziny 8 rano postanowiłam wstać i coś zjeść. Nie spałam, myśląc o mojej kłótni z Niallem. To nie miało najmniejszego sensu. Wsunęłam telefon do kieszeni szlafroku i zeszłam na dół. Modliłam się w duchu, aby nie spotkać reszty mieszkańców, a zwłaszcza Luka. Arielka plątała mi się między nogami, gdy robiłam sobie płatki z mlekiem i kawę. Wróciłam z tym wszystkim do pokoju, a kotka przyszła za mną, kładąc mi się na kolanach.
- Dlaczego to jest takie popieprzone? - Wyszeptałam, wiedząc, że Arielka i tak mnie nie rozumie. Mój telefon zawibrował, więc zwinnie wyjęłam go z kieszeni.
"Będę w domu za godzinkę. Spotkamy się? ;*" - Odpisałam twierdząco i od razu zabrałam się za kończenie śniadania. Stęskniłam się za Ianem. Powoli wstałam, oczywiście budząc przy tym kotkę. Leżała, uważnie obserwując moje ruchy. Wyciągnęłam z szafy ciemne rajstopy, miętową, rozkloszowaną spódniczkę i krótki, biały top z napisem "Bang!". Wzięłam szybki prysznic i dopijając kawę suszyłam włosy, finalnie upinając je w koński ogon. W między czasie Ian napisał, że mogę przyjść wcześniej, ale będę musiała poczekać, żeby on się przebrał, a później pójdziemy na spacer. Tak też postanowiłam zrobić. Wzięłam telefon, kluczę i trochę kasy i wyszłam, wolnym krokiem idąc do chłopaka. Dotarłam pod jego dom w tym samym czasie co on.
- Ian! - Krzyknęłam, wieszając mu się na szyi. Objął mnie szczelnie ramionami, całując w czoło. Dał mi klucze, a sam wziął bagaże.
- Lecę się wykąpać, a ty... Rób co tam chcesz. - Powiedział zaraz po wejściu do domu, po czym zniknął. Weszłam do salonu i położyłam się na kanapie, patrząc w sufit. Moje myśli powędrowały w stronę Nialla, ale szybko je odpędziłam. Aby całkiem o nim zapomnieć wstałam, rozglądając się po pokoju. Na szafkach stało kilka zdjęć, a na nich Ian z rodziną. Był śmieszny jako dzieciak. Moją uwagę przykuło jedno szczególne zdjęcie. Wzięłam je do ręki, dokładnie przyglądając się postacią.
- To moja siostra. - Powiedział Ian, przytulając mnie od tyłu.
- Ładna. - Szepnęłam, odkładając ramkę na miejsce. Odwróciłam się do chłopaka, mocno się w niego wtulając.
- Co jest? - Zapytał troskliwie, gładząc moje plecy.
- Po prostu tęskniłam.
***
Szliśmy z Ianem przez park, a on opowiadał mi o wyjeździe. Pogoda była śliczna. Najchętniej chodziłabym tak bez końca.
- A ty co robiłaś? - Zapytał chłopak, a ja zamarłam. Nie wiedziałam, czy powiedzieć mu o tym wszystkim. Już miałam się odezwać, ale oddech ugrzązł mi w gardle. Niall biegł w naszą stronę. Miał szary dres, na głowie kaptur, a w uszach słuchawki. Muzyka grała tak głośno, że słyszałam ją mimo dużej odległości. Nawiązałam z nim na chwilę kontakt wzrokowy. Miał podbite prawe oko, a lewe ucho zaklejone plastrem. Rozcięty łuk brwiowy i wargę. Pobił się z kimś? To na pewno Luke! Niall przeszył nas wzrokiem, po czym minął i pobiegł dalej. - Co mu się...
- Nie wiem. - Przerwałam Ianowi, wychodząc z szoku. Jeśli to sprawka Luka, to gorzko tego pożałuje. Jestem wściekła na Nialla, ale pobicie?
- Emi, tu ziemia!
- Ian, przepraszam, ale... Muszę wracać. - Powiedziałam szybko, po czym cmoknęłam go w usta i odeszłam.
***
Wpadłam do domu, szukając wszędzie kuzyna. Wujka i cioci nie było w domu, więc nie musiałam myśleć o ich reakcji. Luke siedział w swoim pokoju, robiąc coś w telefonie.
- Pojebało cię?! - Zmarszczył brwi, przyglądając mi się.
- Ale co?
- Och nie udawaj! Dlaczego go pobiłeś? Wiem, że chcesz się mną opiekować ale to nie pomaga! - Krzyczałam, wymachując rękami. Zielonowłosy wstał, podchodząc do mnie powoli.
- Shhhh... - Powiedział, łapiąc mnie za nadgarstki. - Nikogo nie pobiłem...
- Nie kłam!
- Nikogo nie pobiłem. - Powtórzył spokojnie, puszczając mnie. W kącikach oczu pojawiły mi się łzy, by już po chwili spłynąć wraz z masakrą.
- To kto? - Zapytałam, szlochając. Luke otarł kciukami moje policzki, lekko się uśmiechając.
- Kogo?
- Nialla... - Wyszeptałam, wtulając się w niego. Owinął mnie szczelnie ramionami, czekając aż się uspokoję. Nie wiem dlaczego płakałam. W czasie okresu to normalne. Chyba...
- Niall pobił się z Bruno. - Wyjaśnił po dłuższej chwili. Otworzyłam usta, aby coś powiedzieć, ale mi przerwał. - Nie wiem o co poszło. Harry powiedział mi tylko tyle.
- Och... - Dlaczego bił się z Bruno? O co? Muszę pogadać z Harrym i to już. Podeszłam szybko do drzwi, odwracając się do kuzyna. - Dziękuję i... przepraszam. - Oblałam się rumieńcem, ale on tylko się zaśmiał.
- Nie rób nic głupiego...
***
- Harry otwieraj! - Waliłam do domu chłopaka, wrzeszcząc i od czasu do czasu kopiąc w drzwi. Musiałam się dowiedzieć! Już miałam ponownie zaatakować, ale ktoś otworzył. Harry miał na sobie same bokserki i był cały zgrzany.
- Eemi... Ja. Właśnie...
- Nie obchodzi mnie to. - Syknęłam, przerywając jego jąkanie. Poprawił nerwowo włosy, starając się uregulować swój oddech. - Naprawdę nie obchodzą mnie twoje podboje erotyczne. Powiedz mi tylko jedno. - Chłopak przytaknął, patrząc na mnie spokojnie. - Dlaczego Niall sie bił?
- Nie powinienem...
- Mów do cholery! - Wrzasnęłam, a on się zaśmiał. - Co cię tak śmieszy!
- Nic... Nic. - Mówił z uśmiechem. - Niall nie powiedział mi o co poszło.
- Kłamiesz! - Warknęłam, zabijając go wzrokiem.
- Dlaczego miałbym? - Skrzyżował ręce, unosząc prawą brew. - Huh?
- Ja... Nie wiem. - Jęknęłam rezygnująco. Miałam dość. - Pójdę już. - Powiedziałam cicho. - Baw się dobrze. - Dodałam z lekkim uśmiechem. Chciałam odejść ale Harry zamknął mnie w niedźwiedzim uścisku.
- Jak się czegoś dowiem, to ci powiem kochanie. - Cmoknął mnie w policzek i odprowadził wzrokiem, aż nie zniknęłam za zakrętem. Wracając myślałam o tym, jak Niall patrzył na mnie i Iana. Nie wiem czy była to bardziej pogarda czy raczej współczucie. W obu przypadkach nasuwa się pytanie; Dlaczego?
Weszłam zrezygnowana do domu, kierując się do kuchni. Wyciągnęłam z szafki tabliczkę mlecznej czekolady i poszłam do pokoju. Wpełzłam pod kołdrę i resztę dnia spędziłam jedząc i płacząc. Dawno tego nie robiłam. To fajne. Masz swój własny świat. Wyrzucasz z siebie wszystkie żale i problemy. Jesteś zupełnie sama, nikt cię nie krytykuje. Ty sama jesteś wyrocznią. Od ciebie zależy co zrobisz później.
Wieczorem, gdy wylałam wodospad łez i zmarnowałam dwa opakowania chusteczek, postanowiłam coś zjeść. Samą czekoladą żyć nie będę, chociaż bym chciała. Wzięłam koszulkę, która leżała na krzesełku i podreptałam do łazienki. Szybki prysznic i od razu człowiek się lepiej czuje. Założyłam majtki, krótkie spodenki i przyniesioną koszulkę, która sięgała mi prawie do kolan. Włosy zostawiłam rozpuszczone, przeczesując je tylko palcami. Wyszłam, udając się prosto do kuchni. Na blacie znalazłam karteczkę, a na niej: "Wrócę późno, a rodzice dopiero jutro w południe. Idź spać i nikogo nie wpuszczaj. - Luke xx". Wzruszyłam ramionami i wzięłam się za robienie kanapek.
***
Gdy już najedzona leżałam pod kołdrą, na dworze zaczęło padać. Skrzywiłam się, wracając do czytanie książki. Przerwał mi jednak sms od Iana, który pytał czy wszystko okej. Odpisałam, że tak i obiecałam, że jakoś mu to wszystko wynagrodzę. Gdy ponownie chciałam wrócić do czytania, światło w pokoju zgasło, a na dworze zaczęło wiać i mocniej padać. Przeszedł mnie niemiły dreszcz. Nienawidzę burzy. Boje się jej. Zwinęłam się w kłębek, odblokowując telefon, aby choć trochę rozjaśnić pokój. Chwilę później zrobiła to błyskawica, a ja wydałam cichy krzyk połączony z piskiem. Byłam sam w domu, bez prądu i jak się okazało, bez zasięgu. Lepiej być nie mogło. Starałam się jak najmocniej zwinąć pod kołdrą, ale to nie pomagało. Każda kolejna błyskawica przyprawiała mnie o dreszcze. W końcu trzęsłam się cała, a moje łzy moczyły policzki. Nagle usłyszałam pukanie. Zamarłam w bezruchu, nasłuchując dokładnie. Ktoś pukał w okno. Byłam zbyt przerażona, by wstać i zobaczyć kto, więc postanowiłam się nie ruszać.
- Mała otwórz! - Usłyszałam i zerwałam się z lóżka jak poparzona. Wpuściłam Nialla, nadal się trzęsąc. Chciałam go przytulić, ale mnie odepchnął. - Będziesz mokra. - Powiedział cicho i zaczął ściągać przemoczone ubrania. Gdy był już w samych bokserkach wtuliłam się w niego z całej siły. Objął mnie mocno, gładząc po plecach. - Już dobrze. Jestem przy tobie. - Szeptał, uspokajając mnie.
- Dlaczego przyszedłeś? - Zapytałam, gdy leżeliśmy wtuleni pod kołdrą. Za oknem nadal nie było przyjemnie, ale obecność drugiej osoby mnie uspokajała.
- Dalej jestem zły, ale nie mogłem pozwolić na to, żebyś była sama. Wiem jak bardzo boi się burzy. - Po tych słowach uświadomiłam sobie, że przecież opowiadałam mu o wypadku w czasie burzy. Od tamtej pory się boję. Wtuliłam się w niego mocniej, jakby dziękując, że przyszedł. Chciałam zapytać, dlaczego bił się z Bruno, ale nie chciałam go denerwować.
- Przepraszam. - Wyszeptałam, czując się winna, ale nie wiedząc czego.
- Śpij mała. - Wymruczał, nie przestając gładzić moich pleców. Zacisnęłam powieki, wsłuchując się w miarowe bicie jego serca. W końcu udało mi się zignorować grzmoty i zasnąć.
***
Obudziłam się przytulona do poduszki. Nialla już nie było tak samo jak burzy. Świeciło słońce, a ja sprawdziłam godzinę; 10:27. Przeciągnęłam się i zauważyłam małą kopertę na wyświetlaczu. Weszłam w wiadomości, uprzednio przecierając twarz dłonią. Sms był od Nialla.
"To nic nie zmienia."



**********
Jutro pojawi się post z wiadomością do was. Liczę na to, że go przeczytacie. Dziękuję. ♥

czwartek, 9 kwietnia 2015

Rozdział 13. Chciałbym...

*Niall*
Wracałem właśnie od Tony'ego. Nie ukrywam, trochę wypiłem. Była 3 w nocy, może później. To niby nie tak daleko, a droga dłużyła się w nieskończoność. Zayn zostawił mnie chwilę temu, bo minąłem już jego dom. Zakręciło mi się w głowie, więc szybko złapałem się pobliskiej latarni. Dawno nie miałem takiej bani. Mam mocną głowę do alkoholu, ale dzisiaj. Nie wiem co się stało... Spojrzałem przed siebie i zobaczyłem znajomy dom. Światła były już pogaszone. Wszyscy śpią. Zastanawiacie się pewnie gdzie jest Luke. Otóż on wyszedł godzinę temu. Znaczy, chyba godzinę. Nie wiem... Mniejsza o to. Szybkim krokiem ruszyłem w stronę drzewa. Światło latarni idealnie oświetlało okno Emilly. Zostawiła otwarte. Ciekawe czy z przyzwyczajenia, czy czeka aż przyjdę. To oczywiste, że z przyzwyczajenia debilu! Przecież nie będzie na ciebie czekać po tym, jak wyszedłeś! Fakt, zostawiłem ją. Nie wiem dlaczego. Ona po prostu jest inna. Inna od wszystkich dziewczyn. One chciały być kontrolowane, Emilly woli kontrolować. Manipuluje każdym znanym mi chłopakiem. Nawet Zayn jej uległ. Może i tego nie pokazywał, ale zrobił by wszystko , aby ta dziewczyna poszła z nim do łóżka. Ktoś by powiedział, że jest łatwa. To nie prawda. Łatwa to jest Jasmine. Dziewczyna, która potrafi przelecieć pół dyskoteki i nic sobie z tego nie robić. Emilly może i zaliczyła już każdego, ale dla niej to nie jest szybki numerek. To od niej zależy kiedy i z kim to zrobi. I robi to tylko ze znanymi jej chłopakami. Chyba, że o kimś nie wiem. Ian coś wspominał o jakimś gościu z klubu. Ale była pijana, to normalne. Ja kiedyś będąc pijany. Poprawka, najebany i to porządnie. Pozwoliłem aby jakiś koleś zrobił mi loda! To dopiero coś. Niewiele pamiętam, ale do najlepszych wspomnień to nie należy. Nie żebym miał coś do homoseksualistów. Sam Luke jest tego przykładem. Tylko, ja po prostu jednak wolę dziewczyny... Ale wracając do Emilly. Przecież jakby sex nie miał dla niej żadnego znaczenia, to już dawno by mi się oddała. Ale nie. Nie wiem po co to robi, nie wiem dlaczego zalicza każdego znanego nam obojgu chłopaka, ale to na pewno nie dlatego, że jest puszczalska, bo nie jest. Chciałbym z nią o tym porozmawiać, może bym zrozumiał. Ale ona mi nie ufa. Może ufała, nie wiem. Ale jeśli, to ja to zjebałem.
Z trudem wdrapałem się po drzewie i jak najciszej wszedłem do pokoju. Trish spała przy ścianie, a Emi z brzegu. Kucnąłem przy niej, lekko się uśmiechając. Dlaczego ona tak na mnie działa? Tak cholernie chcę ją mieć i móc robić z nią wszystko. Ale nie chcę, aby mi odmawiała. Nienawidzę tego. Nie chcę też, aby ona, czy jakakolwiek inna dziewczyna, robiła coś na siłę. Ona musi tego chcieć, nie mogę jej zmuszać. Przecież to jej życie, jej ciało i chcąc nie chcąc trzeba to uszanować. Wkurwia mnie tylko to, że innym pozwala, a mi nie. Wpuszcza mnie co noc do swojego łóżka, robi ze mną różne rzeczy, zgodziła się iść razem na kolację, ale nie chce uprawiać ze mną sexu. Może to ja robię coś źle... To głupie.
Złapałem brzeg kołdry i naciągnąłem go ostrożnie ma ramiona Emilly. Pocałowałem ją delikatnie w czoło i wstałem, wchodząc na parapet. Niezdarnie zszedłem na ziemię i ruszyłem w stronę swojego domu. Chciałbym ją porządnie wypieprzyć, żeby do końca życia zapamiętała pierwszy raz ze mną. Już tyle czekam, a ona dalej mówi nie. To chore! Tu nie chodzi o głupi zakaz Luka, tylko o nią samą. Może się boi? Tylko czego... Przecież jestem jak każdy inny chłopak. A to, że lubię mieć dziewczyny w posiadaniu... Cóż, to ciężko wytłumaczyć. Emilly idealnie zastąpiłaby Jas. Suka puściła się z nie wiadomo kim i chce zwalić wszystko na mnie. Potrzebuję kogoś na jej miejsce. Tylko tym razem wybiorę taką, która zrozumie zasady. Przecież nie ma ich dużo, to tylko kilka prostych rzeczy, które mają umilić nasze stosunki.
Nim się spostrzegłem, stałem już przed domem. Z trudem wsadziłem klucz i otworzyłem drzwi. Schody... Wszedłem po nich, odbijając się od ścian. Ściągając z siebie tylko buty, położyłem się spać.
***
Równo o 8:30 po pokoju rozległ się nieznośny dźwięk budzika. Jedna z moich ulubionych piosenek w takich momentach staje się najgorszym co istnieje. Niezdarnie uciszyłem ten jakże cudowny wynalazek i usiadłem na łóżku. Przetarłem twarz, powoli przyzwyczajając się do światła. Sięgnąłem do szuflady w szafce nocnej i wyciągnąłem z niej małą tabletkę o magicznej mocy. Popiłem ją wodą i chwilę zaczekałem na jej działanie. Następnie biorąc z szafy dzisiejsze ubrania, poszedłem do łazienki.
Po porannym prysznicu czas na śniadanie. Po drodze do kuchni odczytałem jeszcze SMS'a od Harry'ego. Dzisiaj w południe spotykamy się wszyscy na boisku. Czas najwyższy. Pogoda w końcu się poprawiła, idealny dzień by pograć trochę w nogę.
Szefem kuchni nie jestem, ale jajecznicę z boczkiem i szczypiorkiem zrobić potrafię. Do tego kawa i śniadanko jak z bajki. Lubię takie poranki jak jestem sam w domu. Mogę zająć się sobą i tylko sobą. Może i to jest egoistyczne, ale każdy potrzebuje chwili dla siebie. Jednak jedna myśl nie dawała mi spokoju. Dlaczego Emilly tak mnie traktuje? Z każdym innym chłopakiem normalnie rozmawia w towarzystwie innych, tylko nie ze mną. Traktuje mnie jak powietrze, a w nocy wtula się we mnie tak mocno, jakbym miał ją przed czymś ochronić. Ta dziewczyna jest bardziej skomplikowana, niż mi się wydawało. Muszę coś z tym zrobić. Nie chodzi mi tylko o nasze wspólne noce, bo akurat to lubię, ale o jej podboje erotyczne. Nie chcę aby trafiła na kogoś, kto ją wykorzysta, bądź co gorsza - zostawi z dzieciakiem. Żadna dziewczyna nie zasługuje na takie traktowanie. Powinienem porozmawiać z Emi. Ona mi pomagała, chcę się odwdzięczyć. Potrzebuje pomocy, a wątpię aby Luke jej ją dał. Choćby nie wiem jak chciał, to nie zrozumie. Mi jest łatwiej. Znam jej życie tutaj, dużo też opowiadała mi o swojej przeszłości. Nigdy nie mówiła tylko o tym jak i z kim straciła dziewictwo oraz ilu typków zaliczyła zanim tu trafiła. Nie ukrywam, bardzo mnie to ciekawi.
Moje przemyślenia przerwał dzwonek do drzwi. Szybko odłożyłem już pusty talerz do zlewu i poszedłem odtworzyć. Mój dobry humor zepsuł się zaraz po tym, jak zobaczyłem kim jest niezapowiedziany gość. Niska, lekko grubsza brunetka i wysoka, doskonale mi znana blondynka. Ta pierwsza, trochę zawstydzona, patrzyła na mnie z dołu, delikatnie się uśmiechając. Jej długie włosy zasłaniały znaczną część twarzy, ale ten uśmiech zauważyłem. Zawsze zachowuje się tak w moim towarzystwie. Jest całkowitym przeciwieństwem swojej siostry. Ta znów stała skąpo ubrana, stukając nerwowo czerwonymi paznokciami o swoje chude udo. Długie, pofalowane, zniszczone od różnych zabiegów fryzjerskich włosy opadały luzem na odkryte ramiona. Na twarzy standardowo makijaż z mocnym naciskiem na usta. Skrzyżowałem ręce na piersi, patrząc na nie pytająco.
- Gdzie ta twoja zdzira? - Zapytała Jas, tym samym pochylając się lekko, aby uwydatnić swój i tak mały biust.
- Właśnie na nią patrzę. - Odpowiedziałem oschle, mając już dość tej rozmowy. - Hej Amanda. - Uśmiechnąłem się lekko, co odwzajemniła, rzucając do mnie ciche "hej". - Jak zawsze nieśmiała... - Pokręciłem głową, a ona cicho zachichotała. One są tak różne. Trudno uwierzyć, że to naprawdę siostry.
- Nie przyszłyśmy na pogaduszki. - Wtrąciła się Jas. - Co z naszą umową?
- Jaka umową kochanie? - Zapytałem słodko, wkurzając ją. Ogarnęła nerwowo włosy, robiąc krok w moja stronę.
- Skoro nie chcesz zajmować się dzieckiem to musisz płacić alimenty.
- Oboje dobrze wiemy, że to nie ja jestem ojcem. - Warknąłem, przez co dziewczyna lekko zadrżała. Dziwne, że jeszcze nie przyzwyczaiła się do tego. - Idź stąd. - Powiedziałem, nim ona zdążyła się ponownie odezwać. Zamknąłem drzwi, rzucając jeszcze szybkie "pa" w stronę Amandy. To grzeczna dziewczyna. Ma zaledwie 15 lat i nadal jest dziewicą. I dobrze. Niech nie idzie w ślady siostry. Wróciłem do kuchni, aby dopić kawę. Kiedy ona odpuści. Nigdy nie udowodni mi ojcostwa, więc po co to ciągnie. Myśli, że się poddam i dostanie coś ode mnie? No błagam.
***
Harry przyszedł do mnie w okolicach 11, bo chciał jeszcze pogadać, zanim spotkamy się wszyscy razem.
- Co u Emilly? - Zapytałem, gdy tylko usiedliśmy wygodnie na kanapie, a ja odpaliłem papierosa. Chłopak spojrzał na mnie, marszcząc brwi. - No co, zwykłe pytanie. - Wzruszyłem ramionami, ponownie zaciągając się dymem.
- Ale dlaczego pytasz mnie, a nie ją? - W jego głosie mogłem zauważyć wyraźnie zaniepokojenie czymś.
- Chciałbym... - Westchnąłem, odchylając głowę w tył i wypuszczając dym. Bardzo chciałbym z nią porozmawiać, ale jak, skoro ona jest na mnie zła i kompletnie mnie olewa, a ja za nic nie mogę wyzbyć się, choć na moment, mojego przerośniętego ego.
- Coś się stało? - Zapytał Harry, mierząc mnie dokładnie wzrokiem. Robi tak zawsze, gdy jest zdenerwowany. To nie ja, a on musi mi coś powiedzieć. Znam go tyle lat, że potrafię wyłapać każdy najmniejszy gest i wywnioskować z niego, czy wszystko jest okej, czy raczej coś się zjebało.
- Tak trochę się do siebie nie odzywamy. - Odpowiedziałem, trochę skrępowany całą tą rozmową. Nie raz opowiadaliśmy sobie, np. o tym, co dana dziewczyna wyprawia w łóżku, ale temat moich cichych dni z Emilly jest dziwny. - Więc co u niej?
- Chyba nie najlepiej. - Rzucił szybko, przeczesując ręką włosy. Patrzyłem na niego, oczekując rozwinięcia jego wypowiedzi. - Zgarnąłem ją wczoraj z klubu. Chciała się najebać jeszcze przed południem.
- Dlaczego? - Zapytałem, niepokojąc się. Liczyłem na to, że przyjaciel opowie mi dokładnie o ich spotkaniu.
- Powiedziała mi tylko, że wszyscy odchodzą, trochę popłakała i niby wszystko okej... Jednak myślałem, że może ty wiesz coś więcej. - Wszyscy odchodzą? Kogo miała na myśli? Mnie? Naprawdę, aż tak ją to trafiło? Koniecznie muszę się z nią spotkać, przeprosić, cokolwiek. - Ej, wszystko okej? - Harry sprowadził mnie na ziemię.
- Tak, tak... - Pokiwałem głową, ponownie nabierając dymu do płuc. - Mogę mieć do ciebie prośbę?
- Zawsze. - Uśmiechnął się, kładąc mi dłoń na ramieniu. Czasami pomaga mi bardziej, niż jest tego świadom.
- Przypilnuj jej.
***
Równo o 12:00 wszyscy byli już na przystanku. Po przywitaniu się, ruszyliśmy boczną drogą na boisko. Cody, jak zawsze, niósł piłkę, a Zayn i ja małą lodówkę z piwem. Zimne piwo po meczu jest wskazane! Dziewczyny szły razem, gadając o jakimś chłopaku. Głównie to Trish o nim nawijała, więc pewnie kogoś wyrwała. Emilly wydawała się być równie wesoła, jednak widziałem, że coś jest nie tak. Po około trzech minutach doszliśmy na miejsce. Każdy z nas miał na sobie krótkie spodenki i zwykły t-shirt, więc od razu byliśmy gotowi do gry. Rozdałem dziewczynom po piwie, za co ładnie podziękowały. Tylko Emilly była w stosunku do mnie trochę bardziej oschła niż zwykle.
- Z kim ja mam niby grać, jak nie ma Iana? - Wyrzuciłem ręce w powietrze w geście oburzenia, podchodząc do chłopaków. Pokazali mi jednoznaczne gesty i zaczęliśmy rozdzielanie na drużyny. Byłem z Harrym i Codym przeciwko Zaynowi, Lukowi i Tony'emu. Szkoda, że Iana i mojego brata z nami nie było. Zawsze to cztery nogi więcej. Po krótkiej rozgrzewce piłka poszła w ruch. Już po jakiś dziesięciu minutach słońce o sobie przypomniało. Zrobiło się tak gorąco, że nie dało się grać w koszulkach. Bez większych przeszkód ściągnęliśmy je, rzucając gdzieś na bok. Mimo wielkiego zaangażowania w grę, ciężko było mi się skupić. Moje myśli nadal błądziły wokół tego, co powiedział mi Harry, a do tego wszystkiego jeszcze nieustannie czułem na sobie wzrok Emilly. Udawała, że gada z dziewczynami, ale dobrze wiedziałem, że śledzi każdy mój ruch.
Po półgodzinnej grze, bo tyle zazwyczaj trwa połowa naszego meczu, sięgnęliśmy po piwo i każdy z nas położył się zmęczony na trawie.
- Słabo chłopaki... - Jęknęła Megan, a reszta dziewczyn się zaśmiała.
- 3:2 to twoim zdaniem słabo? - Oburzył się Luke, a my wraz z nim. Po krótkiej, zabawnej w sumie, sprzeczce wróciliśmy do gry. Dziewczyny najwyraźniej znudziły się nami, więc podwinęły koszulki i wyłożyły się na trawie. Teraz to ja nie mogłem oderwać wzroku od Emilly. Nigdy nie kryłem się z obczytaniem innych, tak też było tym razem. Co chwilę moje spojrzenie uciekało z piłki na Emilly. Nie trudno było to zauważyć, więc nie minęło dużo czasu, aż zostałem niechcący sfaulowany przez Luka. Dalej mu nie przeszło...
Mecz zakończył się remisem 4:4. Oczywiście dziewczyny stwierdziły, że nie nadajemy się do gry i na boisku ruszamy się jak kaleki. Szybko jednak im to wybaczyliśmy. Pogoda była tak piękna, że postanowiliśmy posiedzieć jeszcze trochę. Rozmowy nie miały końca, gadaliśmy o wszystkim i o niczym. Po dłuższych obradach doszliśmy do wniosku, że Megan musi zrobić jakąś imprezę. Ona z chęcią przystała na tę propozycję, bo to dla niej tylko kolejna okazja do napicia się. Nawiązywałem kontakty wzrokowe z Emi, jednak ona szybko odwracała głowę.
Chwilę po 15:00 postanowiliśmy się zbierać. Na przystanku wszyscy się pożegnali i rozeszli w swoje strony. Wracałem z Zaynem, Trish, Emily i Lukiem. Zayn z Trish opuścili nas dość szybko, bo mieszkają trochę bliżej. Przez ten krótki czas Emilly nie odezwała się nawet słowem. Jakby jej nie było. Szła obok Luka, patrząc w ziemię. Nawet nie uśmiechnęła się, gdy opowiedziałem kawał. Ma prawo być obrażona, ale ona olewa mnie i to konkretnie. Gdy doszliśmy do ich domu to nawet nie raczyła się pożegnać. Nie lubię odmowy, ale jeszcze bardziej nie znoszę takiego właśnie zachowania. Jakby nie mogła pogadać ze mną jak cywilizowany człowiek, tylko zachowuje się jak dziecko. W gruncie rzeczy nie powinna być zła. Przecież sama powiedziała, że jak nie rozumiem to mam wyjść. Miałem więc ją okłamać i udawać, że rozumiem? Powinna być świadoma tego, że moje ego ucierpiałoby, gdybym jej nie zaliczył. Miała trzy tygodnie na decyzję i wybrała odmowę. Teraz pewnie i tak cała wina spadnie na mnie, bo to przecież ja chciałem ją przelecieć.
***
- Niall! - Usłyszałem głos ojca. Leniwie zwlokłem się z łóżka i zszedłem na dół. - Mógłbyś pójść do sklepu?
- Dlaczego ja? - Odpowiedziałem pytaniem na pytanie. Nie mam ochoty na łażenie po sklepie w poszukiwaniu konkretnego sosu czy makaronu.
- Bo cię o to ładnie proszę. W kuchni na blacie jest lista. - Super. Niechętnie, ale dość szybko ubrałem buty z listą ruszyłem w dół ulicy. Mógłbym pojechać autem, ale jestem zbyt leniwy, by szukać kluczyków, wyprowadzać je z garażu... Spacer będzie zdrowszy.
Gdy już uporałem się z drogą, ruszyłem w poszukiwaniu określonych rzeczy ze skrawka papieru. Wrzucałem wszystko po kolei do koszyka, ciesząc się coraz bardziej wiedząc, że zakupy dobiegają końca. Jeszcze tylko picie i mogę iść. Szybko znalazłem się przy napojach, szukając jabłkowego i porzeczkowego soku. Moje źrenice znacznie powiększyły się, gdy ujrzałem Emilly. Znów biegała i właśnie kupowała wodę. Minęła mnie nie rzucając mi nawet krótkiego spojrzenia. Dobrze wiedziałem, że idzie po swoje ulubione batoniki. Postanowiłem dyskretnie ruszyć za nią i znaleźć powód do rozmowy. Tak jak przypuszczałem, miała problem z dosięgnięciem do górnej półki. Odstawiłem koszyk i stanąłem za nią. Jedną ręką oplotłem ją w talii, a drugą wyciągnąłem ku batonikom.
- Ile? - Zapytałem, patrząc na nią. W odpowiedzi usłyszałem tylko ciche "dwa". Ściągnąłem cztery batoniki, podając jej dwa. Chciała mnie wyminąć, ale nie pozwoliłem na to. - Chcę ci zadać tylko jedno pytanie. - Powiedziałem, odwracając ją przodem do siebie. Patrzyła gdzieś w przestrzeń, więc po uprzednim wrzuceniu batoników do koszyka, złapałem jej podbródek, unosząc go delikatnie w górę. Jej twarz, po za zmęczeniem po bieganiu, nie wykazywała większych uczyć. Pojedyncze kosmyki ze starannego, ale potarganego przez wiatr kucyka, opadały swobodnie na jej lekko zaczerwienione policzki. Klatka piersiowa, zakryta tylko sportowym topem, unosiła się powoli, lecz nierównomiernie. Na jaskółkach, które zdobiły jej lewy obojczyk, mogłem dostrzec maleńkie krople potu. Nie miała żadnego kolczyka oraz zero makijażu. Patrzyła na mnie obojętnie, czekając, aż zadam to jedno pytanie i puszczę ją, aby mogła zapłacić i wrócić do domu. - Wszystko okej? - Odezwałem się w końcu, kompletnie zbijając ją z tropu. Spodziewała się zapewne czegoś w stylu: jesteś moja. Zmarszczyła brwi, przez chwilę mi się przyglądając. - Więc?
- Okej. - Odpowiedziała, wzruszając delikatnie ramionami i wymuszając uśmiech.
- Nie kłam. - Mruknąłem, przyciągając ją bliżej. Dobrze wiedziałem, jak to na nią działa. Gdy tylko nawiązałem z nią kontakt wzrokowy, przygryzłem dolną wargę. - Porozmawiajmy na spokojnie mała. - Powiedziałem cicho, z nadzieją, że się zgodzi. Przez chwilę staliśmy bez słowa, gdy w końcu się odezwała.
- Niall... - Westchnęła, delikatnie kładąc lewą dłoń na moim torsie. - Jeszcze nie. - Dodała i wyminęła mnie. Nim się spostrzegłem, stalą już przy kasie. Szybko chwyciłem koszyk i podszedłem do niej. Kasjerka zajęła się kasowaniem moich zakupów, a mi w ostatniej chwili udało się złapać Emi za nadgarstek.
- A kiedy? - Zapytałem, ale nie dostałem odpowiedzi. 




***
Bum, bum, bum! Trochę po północy, ale co tam xD I tak mnie kochacie, prawda? ♥
Dziękuje wam z całego serduszka za komentarze i za to, że dalej tu jesteście i czytacie. To wiele dla mnie znaczy, naprawdę ♥
Trzymajcie się :*

czwartek, 2 kwietnia 2015

Rozdział 12. Kim ona jest?

- Jeśli powiesz, że jesteś moja. - Wyszeptał. Zapanowała cisza. Starałam się uspokoić, jednak jego bliskość nie pozwalała mi na to. To zdanie odbijało się echem w mojej głowie. Wiedziałam, że kiedyś dojdzie do takiego momentu. Niall przypomni sobie jaki ma cel i będzie ponownie do tego dążył.
- Nie zrobię tego. - Odpowiedziałam cicho, ale stanowczo. Nie ma na co liczyć. Nie poddam się.
- Co ci szkodzi? - Ponownie zapanowała cisza. Chłopak wpatrywał się we mnie, czekając na odpowiedź.
- Jeśli nie potrafisz tego zaakceptować, wyjdź. - Nie musiałam długo czekać na reakcję. Wstał, założył buty i wyszedł. Zostawił mnie samą z myślami.
Było mi przykro. Nie kochałam go, ale ufałam mu. Zawiodłam się. Miałam nadzieję, że jednak będzie mnie traktował normalnie. Nie oczekuje miłości, a zrozumienia. Ten dziwny, egoistyczny blondyn mnie zrozumiał.
Spojrzałam na telefon. Było chwilę po północy. Wstałam i zamykając okno wyszłam z pokoju. Na palcach podreptałam do pokoju obok. Cicho otworzyłam drzwi.
- Luke? - Wyszeptałam, szukając kuzyna w pomieszczeniu. Leżał na łóżku z telefonem w ręku.
- Stało się coś? - Zapytał, podnosząc się do pozycji siedzącej. Zamknęłam za sobą drzwi i podeszłam do niego. Poklepał miejsce obok siebie i odłożył telefon na szafkę nocną. - Co jest?
- Mogę spać z tobą? - Zapytałam błagalnym tonem. Chłopak przez chwilę wpatrywał się we mnie, a następnie zamknął mnie w niedźwiedzim uścisku.
- Oczywiście, że możesz. - Powiedział, odrywając się ode mnie. - A powiesz co się stało? - Pokręciłam przecząco głową. Nie wiedziałam nawet co mam mu powiedzieć.
***
Siedziałam w kuchni, bezczynnie gapiąc się w okno. Noc spędziłam u Luka, a jak rano wstałam, to już go nie było. Nikogo nie ma. Jest piątek, godzina 9:25. Wujek z ciocią są w pracy, Luke chyba też. Mówił mi, że gdzieś pracuje, ale nie pamiętam... Może pobiegam? Miałam na sobie czarne leginsy i zwiewny top. Założyłam więc tylko buty i wyszłam.
Postanowiłam pobiec w górę ulicy, później zbiec w dół i zatrzymać się w sklepie, aby kupić wodę. Następnie truchcikiem wrócić do domu.
Tak też zrobiłam. Minęłam pierwszy dom i moje serce mocniej zabiło. W drzwiach kolejnego ukazał się Niall i dwie nieznane mi dziewczyny. Klepnął je w tyłek i odeszły. Jak widać, zapewnił sobie rozrywkę na noc. Biegłam dalej, cholernie ciekawa jego reakcji. Stał i gapił się na mnie z cynicznym uśmieszkiem. Zignorowałam go i minęłam jego dom.
Moje myśli uciekły do Zayna. Nie wiedziałam co robić. Iść czy nie iść. Oto jest pytanie... A jeśli cała ta sytuacja się powtórzy? Nie chodzi mi o jego zabaweczki, tylko o niego samego. Jest stanowczy, to fakt. Ale mimo to, jest... miły? Po prostu normalny. A wtedy się zmienił, nie był sobą. A może był, tylko ja nie zdążyłam go poznać...
Wyszłam ze sklepu z butelką wody. Truchtem zmierzałam w stronę domu. Moje myśli wciąż krążyły wokół dwóch chłopaków i za nic nie mogłam tego zmienić. Czego Niall wtedy oczekiwał? Że tak po prostu mu się oddam, odhaczy mnie z listy i będę na każde jego zawołanie? To śmieszne.
Weszłam do domu i od razu udałam się do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i w samym ręczniku poszłam do pokoju. Otworzyłam drzwi i zamarłam w bezruchu.
- Tęskniłem. - Mruknął chłopak i po chwili znalazł się przy mnie. Jego ręce wylądowały na mojej talli, a ja mocniej ścisnęłam ręcznik.
- Wyjdź. - Wysyczałam przez zęby, ale on ani drgnął. - Głuchy jesteś?
- Nie, napalony. - Odpowiedział z cynicznym uśmieszkiem.
- Twój problem. - Powiedziałam i zwinnie go wyminęłam. Podeszłam do szafy i wyciągnęłam z niej szare leginsy i pierwszą lepszą koszulkę oraz bieliznę. Odwróciłam się i zderzyłam z torsem chłopaka. - Miałeś wyjść.
- Chcę tylko pogadać.
- Dobrze wiem, jak to się skończy. - Fuknęłam, próbując ponownie wyminąć chłopaka, ale złapał mnie i przyciągnął do siebie.
- Będę grzeczny. - Wyszeptał, patrząc mi prosto w oczy. - Proszę. - Dodał po chwili, robiąc minę zbitego psa.
- Okej. - Westchnęłam. - Ale mogę się ubrać?
- Po co? - Zapytał, przygryzając dolną wargę. Wystawiłam mu język i wyszłam z pokoju.
***
- No więc, o czym chciałeś porozmawiać? - Zapytałam, gdy już wróciłam z łazienki. Chłopak podniósł się do pozycji siedzącej, a ja zajęłam miejsce obok niego na łóżku.
- Emi, przepraszam. - Zaczął. - Większość dziewczyn na to pozwalała, nawet same o to prosiły. Po prostu... Przyzwyczajenie. - Spojrzał mi prosto w oczy, jakby szukał w nich czegoś. - Jesteś super dziewczyną, a ja skończonym dup...
- Zayn! - Przerwałam mu. - To nie było okej, ale nie jesteś dupkiem. - Powiedziałam i wdrapałam się na jego kolana. Ujęłam jego twarz w dłonie, gdy spuścił wzrok. - Jasne?
- Po prostu mnie unikaj. Jesteś delikatna.  - Posadził mnie z powrotem na łóżko i wstał.
- Czekaj... - Również wstałam i podeszłam do niego. - Nie mam zamiaru cię unikać. - Wyszeptałam i wtuliłam się w niego. Już Niall ma mnie gdzieś, to wystarczy.
- Zostaw mnie. - Odepchnął mnie i wyszedł. Stałam chwilę, ale ocknęłam się i pobiegłam za nim. Złapałam go przy drzwiach. - Powiedziałem coś. - Warknął, nawet na mnie nie patrząc.
- Ja też! - Stanęłam między nim, a drzwiami. - Nie zostawiaj mnie. - Powiedziałam błagalnie, będąc blisko płaczu. Miałam dość rozstań. Najgorszy moment to ten, gdy ktoś cię opuszcza. Zayn patrzył na mnie nieobecnym wzrokiem. Chciałabym wiedzieć co teraz myśli. Jest to na pewno coś w stylu "Jaka ona jest naiwna".
- Emi, to nie ma sensu. - Powiedział spokojnie. - Przepraszam. - Wyszeptał i złożył na moich ustach krótki, ale cudowny pocałunek. Wyszedł, a ja ponownie zostałam sama. Wróciłam do pokoju nie wiedząc co ze sobą zrobić. Chciałam napisać do Trish, ale ona na pewno jest zajęta tym swoim chłopakiem, więc nie chcę im przeszkadzać. Ian!
Emilly: Jesteś w domu? :*
Ian: Kochanie, jestem za miastem. :(
Emilly: Kiedy wracasz? xx
Ian: Za dwa dni :( :*
Opadłam zrezygnowana na łóżko. Co teraz? Wyjście jest chyba tylko jedno.
Wstałam i wyciągnęłam z szafy bardziej wyjściowe ciuchy. Podreptałam do łazienki by się przybrać. Uczesałam włosy, ale nie malowałam się. Gotowa wyszłam z domu. Szybkim krokiem doszłam w dobrze znane mi miejsce.
- Coś mocnego. - Rzuciłam w stronę barmana, gdy tylko podeszłam do baru.
- Nic jej nie dawaj. - Usłyszałam znajomy głos z tyłu. Gwałtownie się odwróciłam i przytuliłam chłopaka.
- Harry... - Westchnęłam z ulgą. Może chociaż on mnie nie zostawi. Jasne, że nie. On mi przecież tyle razy pomagał, pojawiał się zawsze jak był potrzebny. Teraz też.
- Chodź. - Objął mnie ramieniem i wyprowadził z klubu. Szliśmy bez słowa, aż doszliśmy do jego domu. - Chyba musimy porozmawiać. Hm? - Uniósł brew w geście zapytania, a ja tylko delikatnie skinęłam głową. Usiedliśmy w salonie, a ja wtuliłam się w chłopaka. - Co się stało? - Zapytał po dłuższej chwili.
- Nic. - Wzruszyłam ramionami. - Już jest dobrze. - Powiedziałam i jeszcze mocniej się w niego wtuliłam. To mi było potrzebne. Nic więcej.
- Nie ma nawet południa, a ty już chciałaś pić. - Stwierdził dość poważnym tonem. Co miałam mu powiedzieć? Że jestem smutna bo co? Jak powiem mu o nocy z Niallem to się zdziwi. Jeśli dowie się o Zaynie to mnie wyśmieje.
- Nie rozmawiajmy teraz o tym. - Powiedziałam do chłopaka, który mierzył mnie dokładnie wzrokiem. Westchnął i posadził mnie sobie na kolanach. Ponownie się w niego wtuliłam, a on mnie objął. Siedzieliśmy w ciszy, przytuleni do siebie. Tego mi było trzeba. Odrobiny czułości. Wsłuchiwałam się w łagodne bicie serca Harry'ego i oglądałam dokładnie jego tatuaże na ręce. Mogłabym tak siedzieć w nieskończoność. Jednak wszystko ma swój koniec.
Po domu rozległ się dźwięk pukania do drzwi. Spojrzałam na chłopaka, który najwidoczniej, tak samo jak ja, nie był zadowolony. Delikatnie położył mnie na kanapie i cmoknął krótko w usta, po czym poszedł otworzyć. Usiadłam po turecku bo nie wybaczyłabym sobie, gdybym nie usłyszała o czym rozmawia ze swoim gościem. Taka już jestem... Jednak mimo wielkich chęci, nic nie usłyszałam. Harry i tajemniczy ktoś rozmawiali cicho, jakby robiąc to specjalnie. Po chwili wkurzona wstałam i poszłam do chłopaka. Stanęłam za nim cicho jak myszka. Harry mnie nie zauważył, jednak osoba za drzwiami już tak. Średniego wzrostu ruda dziewczyna z niemałymi piersiami. Spojrzała na mnie srogo, a ja z trudem powstrzymywałam cyniczny uśmiech. Harry najwyraźniej zauważył jej reakcję, więc również na mnie spojrzał.
- Miałaś zostać w pokoju. - Powiedział poważnie. Chciałam się odezwać, ale ten rudy lis był pierwszy.
- To tak się teraz bawisz? Już jestem nieważna? - Krzyczała z wyrzutami. Kogoś mi przypominała. No przecież...
- A ty jesteś lepsza? - Zapytałam, kompletnie ignorując Harry'ego. - To ciebie widziałam dzisiaj u Nialla! - Dziewczyna się spięła, a ja byłam z siebie bardzo dumna. Starałam się tego jednak zbytnio nie okazywać.
- Idź stąd. - Warknął Harry i zamknął jej drzwi przed nosem. Stał tyłem do mnie i chyba nie miał zamiaru tego zmieniać. Podeszłam bliżej i przytuliłam go. Mi przytulanie zawsze pomaga. Ma taką magiczną moc. Daje poczucie bezpieczeństwa i takiego ciepła. Wiesz, że nie jesteś sam, możesz się schować w czyiś ramionach.
- Kto to był? - Zapytałam po dłuższej chwili. Chłopak westchnął i odwrócił się do mnie. Nie był zły, raczej zrezygnowany. Przeczesał ręką włosy, które i tak wróciły do swojego poprzedniego stanu.
- Koleżanka. - Odpowiedział w końcu, jednak nie zadowoliło mnie to. Zwykła koleżanka robiłaby taką aferę? Wątpię. Zmarszczyłam brwi, dokładnie obserwując chłopaka. Chciałam odczytać z jego mimiki choć maleńką odpowiedź. - To takie ważne? - Harry złapał mnie biodra i przyciągnął do siebie. Położyłam ręce na jego torsie, delikatnie ściskając koszulkę.
- Tak. - Powiedziałam cicho. - I opowiesz mi o tym. - Dodałam po chwili, patrząc chłopakowi prosto w oczy. Uśmiechnął się cynicznie, a jego dłonie zjechały niżej. Dokładnie na mój tyłek.
- Porozmawiajmy później. - Wyszeptał mi do ucha, drażniąc jego płatek. Przywarł mnie do ściany, zachłannie całując. Złapał za moją koszulkę, ale go powstrzymałam. Zakończyłam pocałunek, spotykając się tym samym z pytającym wzrokiem Harry'ego.
- Porozmawiajmy teraz. - Powiedziałam stanowczo. Chłopak tylko skinął głową i ruszył w stronę salonu, a ja za nim. Usiedliśmy na kanapie, a ja zdałam sobie sprawę z tego, że to nie tylko ja będę zadawać pytania.
- Co chcesz wiedzieć? - Odezwał się po chwili, siadając przodem do mnie. Zrobiłam to samo, a jego dłonie wylądowały na moich kolanach.
- Kim ona jest? - Zapytałam, mając nadzieję, że tym razem odpowiedź mnie usatysfakcjonuje.
- Nikim ważnym. - Wzruszył ramionami, patrząc na mnie obojętnie.
- Nic niewarta dziewczyna robi ci awanturę? - Uniosłam pytająco brew, nie dając za wygraną. Harry był widocznie niezadowolony. Jednak ja muszę wiedzieć.
- Dwa dni temu, po imprezie przyszliśmy do mnie. No i wiesz... - Poruszył zabawnie brwiami, a ja cicho zachichotałam. - I ona sądziła, że to coś więcej.
- A to tylko jedna noc? - Zapytałam, w sumie znając już odpowiedź.
- Taki już jestem. - Rzucił szybko i nachylił się do mnie, całując. Wiedziałam już wszystko co chciałam, więc w celu uniknięcia pytań z je strony, postanowiłam zrobić to, czego on chciał chwilę temu. Szybko złapałam jego koszulkę, ale moje ręce zostały odepchnięte. - Też musisz mi coś wyjaśnić. - Wyszeptał przy moich ustach.
- Harry... - Westchnęłam z nadzieją, że odpuści. Odsunął się, patrząc na mnie troskliwie.
- Coś cię męczy. Widzę to. - Powiedział cicho. Po chwili już siedziałam na jego kolanach, szczelnie zamknięta w jego uścisku.
- Nawet nie wiem co mam ci powiedzieć... - Wyszeptałam, będąc bliska płaczu. Harry najwidoczniej to wyczuł, bo jeszcze mocniej mnie przytulił.
- Nie jestem psychologiem, ale chcę ci pomóc. - Powiedział po chwili, lekko się odsuwając. Ujął moją twarz w dłonie i spojrzał głęboko w oczy. - Okej?
- Okej. - Odpowiedziałam, lekko się uśmiechając.
- Więc... Co się stało? - Zapytał, odgarniając kosmyk włosów z mojej twarzy. Złapałam jego dłoń i zaczekam bawić się jego palcami. To mi pomaga, uspokaja. Jak byłam mała to zasypiałam bawiąc się placami mamy. Może to dziwne, ale każdy ma jakieś dziwactwa.
- Wszyscy odchodzą... - Powiedziałam cicho, z powrotem patrząc na chłopaka.
- Skoro odchodzą, to nie są ciebie warci. - Wyszeptał, a ja złączyłam nasze usta w pocałunku. Potrzebowałam tego.
- Ale to boli... - Powiedziałam, gdy już się od siebie oderwaliśmy, a po moich policzkach spłynęły pierwsze łzy. Harry otarł je i mocno mnie przytulił.
- Wiem kochanie, wiem...
Siedzieliśmy przytuleni, a ja już powoli się uspokajałam. Harry co chwilę ocierał moje zły, ale to nie miało sensu, bo na ich miejsce i tak pojawiały się kolejne.
- Już? - Pokiwałam głową, delikatnie, ale szczerze się uśmiechając. Chłopak również się uśmiechnął i cmoknął mnie w usta. Pogłębiłam pocałunek powoli pozbywając się koszulki Harry'ego. Czas zapomnieć. Harry wstał, że mną na rękach i ruszył w stronę swojego pokoju.
Położył mnie na łóżku, pozbywając się mojej koszulki. Całował moją szyję i dekolt, gdy ja rozpinałam jego spodnie. Już po chwili oboje byliśmy nadzy. Zacisnęłam powieki, czując w sobie, bardzo dokładnie, przyjaciela Harry'ego. Nie poruszał się szybko czy agresywnie. Wręcz przeciwnie. Powoli i delikatnie. Każdy jego ruch był dokładny, przez co mocniej go odczuwałam. Jęki były stłumione krótkimi, zachłannymi pocałunkami. Moje palce błądziły w lokach chłopaka, chwilami ciągnąc za nie.
- Harry... - Jęknęłam, będąc już cholernie blisko.
- Jeszcze chwila. - Wyszeptał, ponownie mnie całując i przyspieszając. Po chwili doszedł, a ja razem z nim. - Jesteś cudowna. - Wyszeptał, wychodząc ze mnie i kładąc się obok.
- Dziękuje. - Powiedziałam, odwracając się przodem do niego. Jego włosy były w totalnym nieładzie, a na torsie mogłam dostrzec maleńkie krople potu.
- Taka prawda. - Odpowiedział, przyciągając mnie bliżej.
- Nie mówię o tym. - Powiedziałam cicho, a Harry spojrzał na mnie troskliwie.
- Zawsze do usług. - Wymruczał i delikatnie mnie pocałował.
***
- Na pewno wszystko okej? - Zapytał mnie Harry po raz kolejny, gdy się ubieraliśmy. Podeszłam do niego, przeczesując palcami jego włosy.
- Na pewno. - Zapewniłam go, na co szeroko się uśmiechnął, ukazując przy tym swoje cudowne dołeczki.
- Obiecaj, że nie zrobisz nic głupiego. - Powiedział, przyciągając mnie bliżej.
- Harry... - Westchnęłam, marszcząc brwi.
- Proszę. - Wyszeptał, patrząc mi głęboko w oczy.
- Obiecuję. - Powiedziałam, wieszając ręce na jego szyi. - Już jest okej.
***
Wyszłam od Harry'ego chwilę po 14. Po drodze postanowiłam wejść do sklepu. Miałam parę groszy w kieszeni, na kilka batoników starczy. Podeszłam do półki i zrezygnowana popatrzyłam w górę. Jest tyle różnych batonów, a akurat moje ulubione muszą być tak wysoko. Wspięłam się na palce, starając się dosięgnąć. Nagle batoniki znalazły się na wysokości mojego nosa. Zmarszczyłam brwi i spojrzałam w dół. Ktoś mnie podniósł. Szybko wzięłam trzy sztuki i ponownie stanęłam na ziemi. Odwróciłam się i spotkałam dobrze mi znane niebieskie tęczówki, blond włosy...
- Dziękuje. - Powiedziałam cicho, przygryzając dolną wargę.
- Nie ma za co. - Odpowiedział. Wyminęłam go i ruszyłam w stronę kasy. Może i miałam wielką ochotę go przytulić, ale nie chcę aby pomyślał, że za nim tęsknię czy coś. To on zachował się jak skończony dupek i jednym dobrym uczynkiem tego nie naprawi. A skoro nie rozumie, to niech się wali.
Wróciłam do domu i stwierdziłam, że i tak nie mam co robić, więc mogę trochę poczytać. Rzuciłam się na łóżku i kompletnie zapomniałam o istniejącym wokół świecie.
***
Było przed 21, gdy odłożyłam książkę. Zaraz przyjdzie Trish, więc czas wziąć szybki prysznic.
- No chyba kurwa nie... - Jęknęłam, gdy okazało się, że dostałam okres. Uroki bycia kobietą... Zrobiłam co musiałam i zeszłam do kuchni. Najlepiej będzie, jeśli zaopatrzę się w tabletki przeciwbólowe. Rano na pewno będę zwijała się z bólu. Wróciłam do pokoju, czekając na przyjaciółkę. Nie trwało to długo.
- Zostajecie w domu. - Powiedział poważnie Luke, zaraz po wejściu do mojego pokoju. Przewróciłyśmy oczami, wracając do szukania jakiegoś fajnego filmu na laptopie. Już po chwili leżałyśmy pod kocem, oglądając "Sinister".
Po skończonym filmie posprzątałyśmy łóżko, bo oczywiście musiałyśmy rozsypać popcorn.
- Co robisz? - Zapytała Trish, leżąc już pod kołdrą.
- Otwieram okno. - Powiedziałam obojętnie i również się położyłam.
- Po co? - Powód jest oczywisty, ale mimo, że Trish jest moją przyjaciółką to nie mogę powiedzieć jej prawdy.
- W nocy jest tu duszno. - Skłamałam, ale dziewczyna najwyraźniej uwierzyła. Zasnęłam z myślą, czy on przyjdzie.


__________
3 tygodnie. Łoo kuźwa. Dziękuje, że czekaliście. Naprawdę miałam ciężki okres i mimo starań... No nie dało się. Do tego jeszcze odejście Zayna... Ale żyję z dobra myślą.
Teraz już rozdziały będą regularnie!
Nie przedłużając... Jak myślicie, przyjdzie? ;)

czwartek, 12 marca 2015

Rozdział 11. Mój błąd

- Mam prośbę. - Powiedziałam, patrząc na niego.
- Słucham.
- Pocałuj mnie. - Zapanowała cisza. Patrzyłam na niego, ciekawa, jak zareaguje. Nie mówił nic, leżał nieruchomo. Po chwili musnął delikatnie kącik moich ust i spojrzał mi głęboko w oczy.
- Nie mogę. - Wyszeptał.
- Dlaczego? - Zaskoczył mnie. Jest jedynym chłopakiem, który nie chce przelizać się z dziewczyną. Ze mną jest coś nie tak?
- Po co? - Zapytał, wzruszając ramionami. - Co to zmieni?
- Nie chcesz?
- Nie chodzi o to, że nie chcę. Nie mogę. - Odwrócił się do mnie przodem, obejmując w talli. - Potrzebujesz tego? Zmienia to coś?
- Nie, ale...
- Ale co? - Przerwał mi. - Po co całować się z kimś, kogo się nie kocha?
- Dla przyjemności. - Od tego są pocałunki. A przynajmniej ja tak uważam.
- Dla przyjemności to się pieprzy. - Powiedział obojętnie po chwili.
- Ty nie pieprzysz się dla przyjemności. - Powiedziałam i odwróciłam się do niego tyłem.
- Mała... - Wymruczał, obejmując mnie w talli. Przybliżył się i poczułam ciepły oddech przy swojej szyi. - No ej...
- Dobranoc Niall. - Rzuciłam oschle i zamknęłam oczy z zamiarem zaśnięcia. Chłopak odsunął się na drugi koniec łóżka. Myślałam, że wyjdzie, ale on miał widocznie inny plan.
- Wiesz, że mógłbym teraz cię przytulić... - Zaczął tym cudownym tonem. Czekałam na kontynuację. - Moja ręka zjeżdżała by niżej, aż do twoich majtek. Ściągnąłbym je powoli, a ty byłabyś już gotowa do dalszych posunięć. - Moje podbrzusze zaciskało się mocniej z każdym jego słowem. Wszystko przez ten ton... - Zdecydowałbym się na język, bo wiem jak go lubisz. Mam rację? - Przygryzłam dolną wargę, aby choć trochę się uspokoić. To co ze mną właśnie robił powinno być zabronione. - Jasne, że mam. Zacząłbym tradycyjnie. Spokojnie, delikatnie... - Z trudem powstrzymywałam jakikolwiek ruch. Nie chciałam dać mu tej satysfakcji. Wytrzymam. Nie wiem jak, ale wytrzymam. - Oboje wiemy, jaka jesteś mokra. Ciągnęłabyś mnie za włosy, przyciągając bliżej. - Kurwa, kurwa, kurwa... - Hmm, chyba już czas zmienić taktykę. Bez wcześniejszych ostrzeżeń, stałbym się agresywny. Powstrzymywałabyś jęki, bo przecież twój kuzyn śpi za ścianą. Teraz też to robisz, wiem to. - Mam teraz ochotę rzucić się na niego. Dlaczego on mi to robi? Jaki ma w tym zysk? - W końcu byś doszła, drapiąc mnie po ramionach. Jak zawsze z resztą. Opadłabyś zmęczona na łóżko, a ja obok ciebie. Wyszeptałabyś, że jestem cudowny.
- Więc dlaczego tego nie zrobisz? - Wyszeptałam z trudem. Już nie wytrzymałam, musiałam się odezwać.
- Bo ty nie pieprzysz się dla przyjemności. A teraz idziemy spać. - Odpowiedział i poruszył się na łóżku. - Chodź do mnie. - Wymruczał. Odwróciłam się i wtuliłam w niego.
- Rano dokończysz to, co zacząłeś. - Powiedziałam, przejeżdżając palcem po jego idealnym torsie.
- Dobranoc mała.
***
Obudziłam się wtulona w Nialla. Cicho mruknęłam, przeciągając się.
- Dzień dobry mała - Powiedział jak zawsze cudownym głosem.
- Hej. - Odpowiedziałam z uśmiechem, wracając w jego objęcia. Jego ręka powędrowała na mój pośladek, lekko go ściskając.
- Chyba miałem coś dokończyć. - Mruknął, a w moim brzuchu pojawiły się motylki.
- Czekam... - Powiedziałam, a chłopak zniknął pod kołdrą. Wykonał wszystko, o czym mówił w nocy. Czyli po raz kolejny doprowadził mnie do szału. - Mogłabym tak codziennie - Wyszeptałam, gdy było już po wszystkim. Chłopak uśmiechnął się, przygryzając dolną wargę. Chciałam wtulić się w niego mocniej, ale dostałam SMS'a. Na widok nadawcy zmarszczyłam brwi.
- Kto to? - Zapytał Niall. Najwidoczniej widział, że coś jest nie tak.
- Zayn. - Wysyczałam przez zęby. - Przeczytaj. - Podałam mu telefon. - Ja nie mogę.
- Chodź tu. - Szepnął i mocno przytulił. - Chyba go pojebało. - Warknął. Niechętnie spojrzałam w górę i przeczytałam wiadomość.
Zayn: Będę za 10 minut.
- Zajebię go. - Wstał i zaczął zakładać spodnie. Był wkurwiony. Wszystkie jego mięśnie były mocno napięte, a szczęka zaciśnięta.
- Co chcesz zrobić? - Zapytałam niepewnie, siadając na brzegu łóżka.
- Zaczekam na niego. - Warknął i przeciągnął koszulkę przez głowę. Nie wiedziałam co zrobi i przez to bałam się go.
- Czekaj. - Szepnęłam, łapiąc go za nadgarstek, gdy chciał wyjść z pokoju. - Luke cię zobaczy.
- Nie obchodzi mnie to. - Syknął i wyrwał rękę. Szybko wstałam i przytuliłam go. Oddychał ciężko. Miałam nadzieję, że się uspokoi i przemyśli to wszystko. Po dłuższej chwili chłopak odwzajemnił mój uścisk. - Okej... To inaczej. - Spojrzałam na niego z nadzieją, że nie będzie to nic głupiego. - Idź i wpuść go. Tylko zostaw otwarte drzwi. - Powiedział i odsunął się lekko ode mnie. Spojrzał mi w oczy i wyszeptał. - Nie odpuszczę mu tego.
- Nie zrobisz nic głupiego? - Zapytałam z nadzieją.
- Nie.
- Obiecaj.
- Obiecuję. - Wyszeptał przy moich ustach i cmoknął je szybko. Jak zawsze... Uśmiechnęłam się lekko i Niall wyszedł przez okno. Ubrałam się szybko i zeszłam na dół. Dokładnie w tym samym momencie ktoś zapukał do drzwi. Niepewnie je otworzyłam i zobaczyłam Zayna. Wszedł agresywnie do środka, w skutek czego cofnęłam się kilka kroków.
- Czego chcesz? - Zapytałam z kamienną twarzą. Jednak w głowie miałam milion myśli.
- Tego co zawsze. - Odpowiedział niskim głosem i podszedł do mnie.
- Śmieszny jesteś. - Syknęłam, odsuwając się.
- Kochanie, nie bądź taka. - Mówił z cynicznym uśmieszkiem. Z jednej strony go nienawidziłam, czułam strach, a z drugiej chciałam znowu wskoczyć mu do łóżka. Chyba to polubiłam. Polubiłam brak delikatności, zero kontroli... Pojebało mnie. - To jak? - Zapytał, będąc bliżej niż przed chwilą. Chciałam coś powiedzieć, ale do domu wpadł Niall.
- Co ty tu robisz? - Warknął, a ja znalazłam się miedzy nimi.
- Nie twój interes! - Odpowiedział kpiąco. Szczęka blondyna zacisnęła się, a oczy pociemniały.
- Właśnie, że mój! - Wrzasnął, robiąc krok w przód.
- Powiedziała ci to? - Zapytał Zayn, unosząc pytająco brwi. Przygryzłam dolną wargę, będąc bardzo ciekawa odpowiedzi.
- A tobie co powiedziała? Huh? - Zwilżył wargi, robiąc kolejne kroki w stronę Zayna. - Powiedziała, że nie chce! - Wrzasnął, zaciskając pięści.
- Z innymi problemu nie miałeś.
- Bo one chciały. - Syknął i właśnie w tym momencie pojawił się Luke.
- Co tu się kurwa dzieje?! - Wrzasnął, mierząc wszystkich wzrokiem. Jak dobrze, że ciotka i wujek są w pracy... - Zayn, wypierdalaj.
- Spokojnie chłopaki. - Powiedział mulat. - Ja chcę tylko jednego.
- Ani mi się waż. - Niall zabijał go wzrokiem.
- Niech sama wybierze. - Powiedział z cynicznym uśmieszkiem. Wszyscy spojrzeli na mnie wyczekująco. - Wolisz ich czy mnie?
- A dajcie wy mi wszyscy święty spokój! - Krzyknęłam i wybiegłam z domu.
- Emi! - Usłyszałam za sobą głos kuzyna. Miałam go gdzieś. Biegłam w znane mi miejsce. Klub. Nie jest daleko, a jak już kiedyś wspominałam, biegałam. Teraz to oni mogą się tam nawet pozabijać. Mam tego dosyć!
- To chore. - Szepnęłam do siebie, podchodząc do lady. Nie wiem czy któryś z nich mnie gonił. Chcę się najebać i zapomnieć. - Coś mocnego. - Powiedziałam do znanego mi już barmana. Odpowiedział uśmiechem i już po chwili podstawił mi pod nos alkohol. Szybko wypiłam, prosząc o kolejny.
- Coś się stało? - Zapytał, gdy oddałam mu puste szkło.
- Szkoda gadać. - Jęknęłam, opierając się o bar. - Dominant, nadopiekuńczy kuzyn i chłopak, którego za cholerę nie mogę zrozumieć. Co tu się dzieje w ogóle?
- Chociaż się nie nudzisz. - Powiedział, puszczając mi oczko i podając kolejną dawkę alkoholu. Uśmiechnęłam się do niego, przyjmując ją. - Ciekawe który pierwszy się tu pojawi. - Dodał po chwili.
- Obojętne mi to. - Wzruszyłam ramionami i poczułam jak alkohol krąży w moim organizmie.

*Niall*
- Czekaj - Zatrzymałem Luka, gdy chciał biec za Emi. - Ja za nią pójdę.
- Dlaczego?
- Ty już się kilka razy wykazałeś. - Powiedziałem, wychodząc z domu. Zbiegłem w dół ulicy, rozglądając się za dziewczyną. Nie było jej na przystanku, więc wszedłem do najbliższego klubu. Wszyscy byli zgromadzeni wokół podestu z rurą do tańca. Podszedłem bliżej, aby zobaczyć kogo tak oglądają. - Pojebało ją. - Powiedziałem sam do siebie i przepchałem się przez tłum. Wskoczyłem na podest, biorąc dziewczynę na ręce. Usłyszałem masę komentarzy, ale jakoś się tym nie przejąłem. - Po co ci to było? - Zapytałem, gdy wyszliśmy z klubu. Emilly wtuliła się we mnie i bawiła się moimi włosami.
- Znowu? - Zapytał zrezygnowany Luke, gdy wszedłem z Emi do domu.
- Daj jej wody. - Powiedziałem i zaniosłem ją do salonu. Położyłem ją na kanapie, siadając obok.
- I co mam z nią zrobić? - Wziąłem od niego szklankę, podając ją dziewczynie.
- Wypij. - Pokręciła głową, wchodząc na moje kolana.
- Przytul mnie. - Wyszeptała, tuląc się do mojego torsu.
- Jak wypijesz. - Powiedziałem, wiedząc, że to na nią zadziała. Szybko opróżniła szklankę, ponownie się we mnie wtulając. Objąłem ją, przyciągając do siebie jeszcze mocniej.
- Dzięki stary. - Powiedział Luke, przyglądając się dziewczynie.
- Pójdę już.
- Niee... - Jęknęła Emi.
- Zostań, chcę z tobą pogadać.
- Bez piwa? - Spojrzałem na chłopaka, unosząc lewa brew.
- Mój błąd. - Zaśmiał się i przyniósł dwie butelki. - Nie radzę sobie z nią. - Westchnął, patrząc opiekuńczo na dziewczynę, która spała w moich ramionach.
- To tylko alkohol.
- Nie o to chodzi.
- A o co? - Zapytałem, biorąc kolejny łyk piwa.
- Ona myśli, że ja nie wiem. Wiem, wiem o wszystkim. Zayn, Ian, Cody... Nawet Harry. Nie minęły nawet dwa tygodnie, a już się z nimi pieprzyła.
- Prawie dwa tygodnie, a ja jej jeszcze nie zaliczyłem.
- Nie pomagasz. - Jęknął, a ja się zaśmiałem.
- Młody, tu chodzi o moją reputacje. - Przez ten cały czas spędzam z nią prawie każdą noc, widzę ją codziennie, mówię o problemach, a jeszcze jej nie zaliczyłem. Przecież to nie ma najmniejszego sensu. Musze ja zdobyć jak najszybciej.
- Nie wystarczy to, że ona ci ufa?
- Dobrze wiesz, że tego nie potrzebuję. - Powiedziałem poważnie, a Luke się skrzywił.
- Ale ona tak. Więc jeśli chcesz ją tylko odhaczyć z listy, to zrób to szybko, zanim coś do ciebie poczuje. - Wstał, kierując się do kuchni. - Zanieś ją na górę. - Tak też zrobiłem. Położyłem ją w jej pokoju, okrywając kołdrą. Usiadłem na brzegu łóżka, przyglądając się jej. Luke na rację. To nie ma sensu. Nie chcę jej ranić, bo wiem, że nie dam rady z nią być. Ale moje ego nie pozwala mi tego tak zostawić. Wrócę wieczorem i doprowadzę to wszystko do końca.

*Emilly*
Obudził mnie dźwięk SMS'a. Niechętnie sięgnęłam po telefon.
Trish: Wpadniesz za pół godzinki? Muuusimy pogadać! :*
Emilly: Jasne :*
Wstałam, leniwie podchodząc do szafy. Wyciągnęłam z niej czarne leginsy i pierwszą lepszą bluzkę. Poszłam do łazienki i wzięłam prysznic. Po tym jak już się ogarnęłam, zeszłam na dół.
- Chodź tu na chwilę! - Zawołał Luke z salonu.
- Coo? - Jęknęłam. - O hej!
- Hej - Odpowiedział chłopak z uśmiechem.
- Znacie się? - Zapytał zdziwiony Luke.
- Z widzenia. - Odpowiedział. - W ogóle to jestem Calum.
- Emilly.
- Dobra. Gdzie idziesz? - Przerwał nam Luke.
- Do Trish.
- Na pewno?
- Tak. Jesteś nadopiekuńczy. - Jęknęłam, a on przewrócił oczami.
- Widzę cię w domu o 20. - Skinęłam głowa i żegnając ich uśmiechem, wyszłam. Szybko znalazłam się u przyjaciółki, a ona już w drzwiach zaczęła piszczeć i skakać jak debil.
- Co się stało? - Zapytałam zdziwiona, widząc ją tak podekscytowaną. Usiadłyśmy u niej w pokoju. - Opowiadaj.
- Byłam w nocy w klubie i poznałam takiego zajebistego chłopaka i on przychodzi po mnie dzisiaj wieczorem i zabiera mnie do innego klubu a później do niego! - Mówiła szybko na jednym tchu. Uśmiech miała od ucha do ucha, a jej ręce latały wszędzie.
- Okej... Jak się nazywa?
- Um, Ash. Ashton. - Odpowiedziała, lekko się uspokajając. - Ale jest taaaakiii słodki!
- Zachowujesz się jak dziecko - Zaśmiałyśmy się.
- A co u ciebie?
- Dużo by opowiadać... - Przygryzłam dolną wargę w zastanowieniu. Już miałam zacząć mówić jej to wszystko, ale do pokoju wszedł Tony. Jakoś nie miałam okazji go lepiej poznać.
- Nie przeszkadzam?
- Trochę! - Odpowiedziała z wyrzutem Trish.
- Emilly, weź coś z nią zrób, bo chodzi roześmiana cały dzień - Powiedział do mnie chłopak, a Trish rzuciła w niego poduszką.
- Po co przypełzłeś?
- Mam sprawę.
- Ile płacisz? - Dziewczyna automatycznie się rozweseliła i uważnie patrzyła na swojego brata.
- Materialistka. - Odpowiedział, a ona wystawiła mu język. - Jutro z chłopakami oglądamy mecz, więc załatw sobie zajęcie ma wieczór... I noc.
- Śmieszny jesteś!
- Liczyłem na to, że przystojny, ale... - Chłopak puścił mi oczko i wyszedł. Trish westchnęła i spojrzała na mnie pytająco.
- Tak, możesz spać u mnie.
***
Do domu wróciłam kilka minut po 20. Oczywiście Luke był wkurzony, że się spóźniłam. Jakoś bardzo się tym nie przejęłam. Ściągnęłam tylko leginsy i stanik i wskoczyłam do łóżka. Postanowiłam poczytać książkę, zanim Niall nie przyjdzie.
Z transu czytania wyrwał mnie dźwięk SMS'a.
- Czego on chce... - Jęknęłam sama do siebie i nacisnęłam małą kopertę.
Zayn: Możemy się spotkać jutro?
Emilly: Po co?
Zayn: Chcę przeprosić.
Emilly: Nie wiem czy to dobry pomysł.
Zayn: To już twoja decyzja. Jutro jestem w domu do 22:30.
Westchnęłam i opadłam na łóżko. Chciałam się z nim spotkać, ale trochę się bałam... Siedziałam chwilę, myśląc co powinnam zrobić. Miałam ponownie zabrać się za czytanie, ale przyszedł Niall. Odłożyłam więc książkę i patrzyłam jak blondyn zamyka okno.
- Jak się czujesz? - Zapytał, siadając obok mnie. Szybko wlazłam mu na kolana, mocno przytulając.
- Okej.
- Czemu to zrobiłaś?
- Bo miałam dość i chciałam się od tego oderwać. - Wyszeptałam, jeszcze mocniej się w niego wtulając.
- Picie rozumiem. - Powiedział spokojnie. Zrobiłam coś jeszcze? - Ale po co właziłaś na tą rurę?
- Co? - Zapytałam zdziwiona.
- Znowu tańczyłaś. - Wyjaśnił. - Nie pamiętasz?
- Film mi się urwał po trzecim drinku... - Powiedziałam, przygryzając dolną wargę. Chłopak cicho się zaśmiał, kładąc mnie na łóżko. Wstał, rozebrał się i dołączył do mnie.
- Moja koszulka? - Zapytał z cynicznym uśmiechem, patrząc na mnie. Rzeczywiście miałam na sobie jego koszulkę. Uśmiechnęłam się lekko, a jego ręka zjechała w dół. - Mała... - Mruknął i zawisł nade mną. Palcami przejechał delikatnie po mojej kobiecości, a mnie przeszedł dreszcz. Zaatakował moja szyję i powtórzył ruch jeszcze dwa razy.
- Niall... - Jęknęłam cicho, unosząc ku niemu swoje biodra. Mocniej ucisnął moją kobiecość, a z moich ust wydostał się cichy jęk.
- Dostaniesz to, czego chcesz... - Szepnął, odrywając się od mojego ciała. Patrzył mi w oczy, a ja patrzyłam w jego.
- Jeśli? - Wykrztusiłam z siebie z trudem.
- Jeśli powiesz, że jesteś moja.

**********
CZYTASZ > KOMENTUJESZ > MOTYWUJESZ
Da bum! :)
No i co? Opinie, opinie, pinie! ♥
Króciutki, wiem :/ Ale lubię Was trzymać w niepewności :*
Kocham Was, wiecie? ♥
Nowe postacie w zakładce "Bohaterowie"
Jak ktoś chce być informowany na snapie to zapraszam --> klaudyna74